Co robić, aby się zainspirować?

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Ostatnie dwa miesiące były okresem ciszy na blogu, a z każdym tygodniem było mi trudniej zmusić się do napisania czegokolwiek. O ile jesienne miesiące jakoś dały się znieść, o tyle ponury grudzień chyba mnie w tym roku znokautował. Obowiązki zawodowe, rodzinne i domowe szczelnie wypełniały moje dnie i wysysały ze mnie wszystkie siły, tak że trudno było mi znaleźć jeszcze energię na bloga. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale czułam się w tym czasie jak zahibernowana i najchętniej przespałabym aż do wiosny. I mimo, że w tym czasie porobiłam pewne blogowe plany, to jakoś trudno było mi się zmusić do napisania czegokolwiek na białej kartce papieru. Powiedzcie, że nie tylko ja mam taki kryzys?

Próbowałam więc zainspirować się na kilka różnych sposobów, choć niektóre z nich były tak naprawdę tylko wymówkami, żeby odwlec to co chciałam robić (czyli napisać interesujący artykuł na bloga). Co więc robiłam?

  1. Czekałam

To oczywiście najgorsze co mogłam zrobić – bezczynnie czekać, aż najdzie mnie wena i będę mogła napisać jakiś wspaniały, oszałamiający artykuł, który podbije internety. I wiecie co? Niespodzianka! Ta wena nie nadeszła. Tak więc, nie polecam.

  1. Czytałam inne blogi

To działa tylko w ograniczonym zakresie. Czytałam ulubione blogi i nie mogłam wyjść z podziwu ile wspaniałych artykułów się na nich pojawia i jaka energia z nich emanuje. Brakowało mi czasu, żeby za nimi wszystkimi nadążyć. Nie mówiąc o tym, że brakowało mi czasu, żeby samej coś sensownego napisać. Oczywiście czytanie innych blogów jest inspirujące, ale powinniśmy pamiętać, że dla każdego jego własny blog jest najważniejszy i od samego czytania innych nie przybędzie treści na naszym własnym podwórku. Polecane w umiarkowanych dawkach.

  1. Czytałam książki

Czytanie to moja ulubiona rozrywka i sposób na odstresowanie się. I chociaż z chęcią sięgałam po różne książki, nie tylko beletrystykę, ale także książki, które mnie rozwijają to na razie nie stały się one dla mnie na tyle inspirujące, żeby zmusić mnie do napisania czegokolwiek na blogu. Ponadto, często były one dla mnie wymówką przed pisaniem, gdyż poświęcałam im chwile, które mogłam przeznaczyć na bloga. Co wcale nie znaczy, że trzeba wybierać – blog albo książki.

inspiracje - książka światło którego nie widać

  1. Przeglądałam internety

Internet to kopania wiedzy, informacji i różnych ciekawostek, a jednocześnie nasz największy pożeracz czasu. Co prawda ten punkt nie zabierał zbyt wiele mojego czasu, bo na bezproduktywne serfowanie po necie naprawdę miałam mało czasu, ale też nie bardzo mnie przez to inspirował. Przeglądając internety na pewno można się zainspirować, ale będzie to okupione ogromną stratą czasu. Do przemyślenia, czy warto.

  1. Oglądałam zdjęcia na Instagramie

Instagram to kopania inspiracji. I nie chodzi tu tylko o piękne zdjęcia, które same w sobie mogą być inspirujące np. do robienia własnych zdjęć czy podglądania kompozycji albo po prostu do robienia większej ilości zdjęć. W okresie jesienno-zimowym mam z tym problem, bo ciągle brakuje mi naturalnego światła, bo rano wychodząc z domu jest jeszcze ciemno, gdy wracam to też mogę zapomnieć o naturalnym oświetleniu. Jakiekolwiek sesje zdjęciowe mogę robić jedynie w weekendy, a i wtedy nie zawsze jest odpowiednia pogoda, żeby wyjść na inspirujący, fotograficzny spacer. Ale podglądam, jak sobie z tym radzą inni. Na Instagramie szybciej też niż na blogach, dowiem się co ciekawego tworzą inni blogerzy i jak intensywnie wykorzystują ten czas. Ta intensywność działania działa na mnie bardzo motywująco. Polecam ten sposób, ale z kontrolą czasu, bo można przepaść na wiele godzin. Jeśli chcesz, możesz również śledzić mój profil na Instagramie: kroplamorza.

  1. Myślałam o podróżach

Planowanie rodzinnych wyjazdów jest nie tylko niezwykle przyjemne, ale też praktyczne. Razem przeglądamy mapy, internet w poszukiwanie ciekawych miejsc do zwiedzania. Głównym punktem naszych wakacyjnych planów jest, jak zwykle, spływ kajakowy. W tym roku będzie to Czarna Hańcza. Po spływie będziemy chcieli zwiedzić trochę bliższą i dalszą okolicę, choć na razie jeszcze nie wszystko jest skonkretyzowane. Takie snucie wakacyjnych planów nastraja mnie bardzo pozytywnie i przybliża lato, co dodaje mi energii do działania. A może być także tematem osobnego posta. Czasami czytane książki, oglądane filmy czy programy podróżnicze również inspirują mnie do wpisania danego miejsca na listę wymarzonych podróży. Pod wpływem przeczytanej właśnie książki „Światło, którego nie widać” Anthony’go Doerr’a zamarzyło mi się odwiedzenie Saint Malo w północno-zachodnim zakątku Francji. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła odwiedzić to miejsce, a na pewno, jak będę w Brytanii, będę starała się tak zaplanować swoją podróż, żeby Saint Malo znalazło się na jej trasie.

WP_20160101_048

  1. Myślałam o celach

Koniec roku jest naturalnym momentem na snucie planów i stawianiem sobie celów. I mimo, że na blogu w tym czasie panowała cisza, to ja cały czas intensywnie myślałam o tym jak go rozwinąć, wyznaczyłam sobie cele i strategię na najbliższe miesiące. Cały czas brakowało mi jednak impulsu, jakiegoś punktu zapalnego, żeby zacząć dalej pisać. Obecny tryb życia utrudnia mi rozwijanie bloga w taki sposób, w jaki bym chciała, ale jednak nie uniemożliwia mi tego zupełnie. Pewnie to wszystko będzie się działo wolniej, ale mam nadzieję, że jednak będzie widać postępy.

  1. Robiłam coś pożytecznego

Robienie niektórych pożytecznych rzeczy lub tworzenie czegoś ciekawego z pewnością może być inspiracją do opisania tego na blogu. Późną jesienią przeglądałam nieco zasoby zdjęć z moją córką w roli modelki, żeby wybrać najlepsze do kalendarza dla babć, o czym mogliście przeczytać tutaj. Przy okazji wybierałam najciekawsze zdjęcia do wywołania i wsadzenia ich do albumu. Jeszcze nie do końca uporałam się z tym zadaniem, ale jestem już na finiszu. Grudniowe porządkowanie szafy natchnęło mnie do pewnego eksperymentu, o którym będę wkrótce chciała Wam napisać. Jednym z ważniejszych zadań, które postawiłam sobie w ostatnim czasie było też stworzenie przepiśnika, który pozwoliłby mi uporządkować wszystkie zalegające w zatrważających ilościach przepisy. Jestem w trakcie jego tworzenia i pewnie ze względu na ilość zgromadzonych przepisów zabierze mi to jeszcze trochę czasu. Jednak, gdy go skończę postaram się pokazać go Wam na blogu.

  1. Sprzątałam, prasowałam, gotowałam

To bardzo przyziemne czynności, ale wykonując je mogę oddawać się rozmyślaniom, na które zwykle nie mam zbyt wiele czasu. Wiele pomysłów wpadło mi właśnie podczas tych codziennych czynności. I chociaż nie raz utyskiwałam, że w tym czasie nie mogę zająć się tym czym bym chciała to jednak miałam z tego przynajmniej dwie ważne korzyści – po pierwsze to co już napisałam – zyskiwałam czas na przemyślenia, a po drugie miałam sprzątnięte, wyprasowane, ugotowane, zatem bałagan mnie nie rozpraszał i mogłam swobodnie zająć się artykułem na bloga. Ten sposób przydatny do przemyśleń, jednak sam w sobie nie zbliży Was do napisania czegokolwiek.

IMG_7289

  1. Przeglądałam tematy zaplanowanych postów

Wiecie co? Właśnie to najbardziej mnie zainspirowało i zmotywowało do napisania kolejnego postu. Przeglądając swoją listę zaplanowanych artykułów pomyślałam sobie, że w końcu powinnam się wziąć za ich napisanie. I w ten właśnie sposób powstał ten post. Mam nadzieję, że będzie on dla wielu z Was przydatny i inspirujący.

 

Przez ten dwumiesięczny okres czułam się trochę jak niedźwiedź, który zapadł w sen zimowy, a teraz powoli się z niego budzi. Mam nadzieję, że ten wewnętrzny miś już się obudził we mnie na dobre i będę miała więcej energii nie tylko na bloga, ale do realizowanie wszystkich innych moich planów. A jak jest u Was? Też potrzebujecie zwiększonych dawek energii, motywacji i inspiracji? Jak sobie z tym radzicie?

FacebookFacebook