Krople zachwytu – styczeń 2018

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Postanowiłam w tym roku wprowadzić na blogu nowy cykl: „Krople zachwytu”, który będzie podsumowywał największe przyjemności danego miesiąca. Znów odnoszę się do mojej ułomnej pamięci i będę próbować zatrzymać tu na blogu najlepsze chwile czy zdarzenia. Będzie to taki moment, w którym odwrócę się na chwilę i zastanowię, co takiego miłego przyniósł mi dany miesiąc.

Więc czym zachwycił mnie styczeń?

Zachwyt nad książkami

Tu miałam trudny orzech do zgryzienia, bo z wszystkich przeczytanych w styczniu książek, trzy były naprawdę świetne: „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki” Violetty Ozminkowskiej, „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy i „Czasami kłamię” Alice Feeney. Pierwsza to oczywiście biografia. Wcześniej widziałam dobry film i bałam się, że książka nie dorówna ekranizacji, ale jednak to książka jest dla mnie zwycięzcą  w tym pojedynku. „Pochłaniacz” to kryminał ze skomplikowaną fabułą i wieloma zwrotami akcji i nie mogę się doczekać następnych części. Natomiast „Czasami kłamię” to debiut autorki, ale naprawdę warty polecenia. Czytałam go w ramach „lektury miesiąca” w grupie na FB „Przeczytaj i podaj dalej” i nie spodziewałam się, że będzie to tak intrygująca i nieprzewidywalna powieść.

krople zachwytu

Zachwycająca piosenka

Rzadko muzyka jest u mnie na pierwszym planie, raczej to miejsce rezerwuję dla książek. Muzyka często towarzyszy mi gdzieś w tle – czy to w pracy, w samochodzie czy w domu. Jednak moją ulubioną piosenkę z tego miesiąca przedstawiałam Wam ostatnio na funpag’u:

Lubię takie inne, zaskakujące wykonania. Wam też się takie podobają?

Ulubione spotkanie

To było spotkanie z moją szkolną przyjaciółką, która teraz mieszka w Irlandii, więc nie mamy wiele okazji do spotkań. Za każdym razem, gdy się spotykamy (choć bardzo rzadko) mam wrażenie, że czas się zatrzymał i nadal jesteśmy w liceum 😀 Wspólnie przegadane dwie godziny minęły zdecydowanie za szybko. Przy okazji wymieniłyśmy się książkami – ja jej przekazałam kilka swoich, a ona przywiozła mi kilka w wersji angielskiej. To je mogliście zobaczyć na FB i mam nadzieję, że wzbogacą one moją listę przeczytanych książek w tym roku. Jedną już zaczęłam i mam nadzieję ćwiczyć się w czytaniu po angielsku, a przy okazji wzbogacać swoje słownictwo.

krople zachwytu

Zachwycający widok

To miało być ulubione zdjęcie, ale ponieważ sama jakość zdjęcia pozostawia wiele do życzenia, więc postanowiłam nazwać tę kategorię „zachwycający widok”. Bo tak naprawdę nie chodzi o samo zdjęcie, ale napawanie się tym widokiem. Gdańsk wieczorem nad Motławą wygląda po prostu pięknie 🙂 I chociaż nie jest to zdjęcie, które zdobyło najwięcej serduszek na instagramie w styczniu, to zdecydowanie moje ulubione 🙂

Zachwyt nad grą

„Domek”. To gra planszowa, bardzo ładnie wykonana. Grałyśmy w nią sporo w styczniu z córką. Teraz ma już pewien przesyt, ale pewnie za jakiś czas do niej wrócimy. Podoba mi się ona także za to, że bez większego problemu również córka ze mną wygrywała, więc nie musiałam starać się przegrywać 😉

krople zachwytu

Ulubiony wpis

W styczniu na blogu „Kropla morza” ukazało się aż pięć wpisów, co jak na mnie jest rewelacyjnym wynikiem 😉 Jednak moim ulubionym jest: „Co czytają znani blogerzy„. Więc jakbyście jeszcze nie czytali, to polecam, tym bardziej że wywołał całkiem sporą dyskusję.

Do poczytania chciałam Wam polecić jeszcze jeden artykuł „Dochód pasywny – co Twoje dziecko powinno wiedzieć na ten temat„, który napisała Ula z bloga Mamonik. Ula w bardzo przystępny sposób wyjaśnia różne finansowe kwestie i podpowiada, jak rozmawiać o nich z dziećmi. A uważam, że na edukację finansową dzieci nigdy nie jest za wcześnie 😉

I jeszcze nielubiane zdarzenie

Styczeń zaskoczył mnie także niemiło: wywróciłam się na schodach, wchodząc do pracy 🙁 Dla ścisłości w płaskich butach. Na nieszczęście tego dnia wyjątkowo był śnieg i nieco tego śniegu zostało mi pod butami, co spowodowało poślizgnięcie się. Upadek był spektakularny, a ból barku tak okropny, że nie mogłam się podnieść 🙁 Wylądowałam na SOR-ze, ale na szczęście okazało się, że nic nie złamałam, a bark jest tylko zbity. Jednak ból – prawie trzy tygodnie później – nadal jest odczuwalny przy niektórych ruchach i jak się dowiedziałam od ortopedy, może mi dokuczać nawet do ośmiu tygodni. Do tego mam też stłuczone żebro, które obecnie dokucza mi nawet bardziej niż bark, bo bardzo utrudnia ułożenie się w wygodnej pozycji do spania. Jakoś to przeżyję 😉 Nie mogę tylko chodzić na moje ulubione zajęcia fitnessowe 🙁

Prawdę mówiąc, styczeń minął mi bardzo szybko i nadal się dziwię, że już luty! A luty jest przecież jeszcze krótszy, więc się nie zdziwię, jak za chwilę będzie marzec 😉

A co u Was dobrego?

Related Post

FacebookFacebook