Otwarcie bloga to pestka!

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Miało być pięknie – zaczynam pisać bloga! Znajduję nazwę, szablon, piszę pierwsze wpisy, dobieram zdjęcia lub grafiki, dopieszczam szczegóły i oto JEST!

Podobno wiele osób założyło bloga w jeden wieczór od podjęcia decyzji, ale ja widocznie lubię sobie komplikować życie. Bo przecież pisanie bloga to nic trudnego, każdy to potrafi. A ja chcę być profesjonalna, więc nie będę pisać na jakiejś darmowej platformie. Dobrze, że chociaż jeden wybór mam już z głowy – wszyscy poważni blogerzy korzystają z Wordpressa, więc muszę tylko wykupić jakąś domenę. No cóż… Jaką by tu wybrać nazwę? Chwilę zastanowienia i już mam! Szybko sprawdzam – ups! Taka nazwa jest już zajęta. No nic, zaraz coś wymyślę. O, mam! Genialna! Jeszcze nikt takiej nie wymyślił! No tak, ale jest z polskimi literami, a bez nich będzie brzmiała groteskowo. Mam już inną! Nieee, jest tak długa, że nikt tego nie zapamięta. Ta ma negatywny wydźwięk, a ja chcę się kojarzyć pozytywnie. Ta zbyt wyraźnie narzuca temat, a nie o to mi chodzi. Ta jest zbyt podobna do nazwy innego blogera. RATUNKU!!! Na kartce wypisałam chyba ze trzydzieści różnych nazw i żadna nie znalazła mojej akceptacji. Trudno pomyślę jeszcze nad tym.

Może w międzyczasie znajdę jakiś ładny darmowy szablon? Tylko co powinien mieć taki szablon? I co można w nim zmienić? Trzeba się trochę rozejrzeć. Oglądam więc sobie różne szablony, blogi, jestem za pan brat z whatwpthemeisthat.com, który podpowiada jaki to szablon (o ile blog jest pisany w Wordpressie), robię sobie nawet notatki, co mi się podoba, a co nie, jakie wtyczki chciałabym mieć u siebie itd. Ale idealnego szablonu nie widzę. To nic, często czytałam, że blogerzy tygodniami szukają doskonałego szablonu, więc ja – taka zielona w temacie – przecież nie znajdę go w trzy dni. Pracuję na etacie, mam dziecko, którym trzeba się zająć, trzeba ugotować i czasami trochę ogarnąć mieszkanie. W sumie nie mam za bardzo czasu na bloga, ale przecież to nie jest wystarczający powód, żeby go nie pisać, prawda?

W Internecie jest mnóstwo ciekawych artykułów na temat zakładania i prowadzenia bloga. Muszę trochę poczytać, żeby nie popełnić jakiegoś błędu. Znalazłam nawet fantastyczne darmowe e-booki. Przy okazji zapisałam się na kilka newsletterów, żeby wiedzieć, co w trawie piszczy. A jak mam się zająć tym profesjonalnie, to trzeba poczytać coś poważniejszego. Zamówiłam więc obie książki Tomka Tomczyka, obecnie Jasona Hunt’a (to się jakoś odmienia?). Podobno to lektura obowiązkowa każdego blogera. Trzeba przeczytać. Myślałam, że z tym blogiem uwinę się w kilka dni, ale ja jeszcze nawet dobrze nie zaczęłam, a minęło już kilka tygodni… hmm… może nawet ze trzy miesiące. Warto przyspieszyć. Wyznaczę sobie jakiś deadline – myślę, że połowa czerwca 2015 roku będzie w porządku. Lato już blisko, będę miała jakiś urlop i więcej czasu na bloga. Do tego czasu spokojnie napiszę kilka artykułów na rozgrzewkę, zarejestruję domenę i dopracuję szablon. W końcu to nie takie trudne!

Znów myślę nad nazwą. Każdy pomysł zapisuję. Po kilku dniach wracam do spisanych pomysłów – naprawdę ja to wymyśliłam? Przecież one są żenująco słabe! Przejrzę jeszcze jakieś blogi, może coś fajnego mi przyjdzie do głowy. O kurczę, to już połowa lipca! Zaraz idę na urlop, ale wyjeżdżam na dwa tygodnie bez komputera, więc teraz nic już nie zdążę zrobić. Dobrze, że sobie książki chociaż poczytam. Wtedy naszła mnie taka refleksja, że przecież, gdybym zaczęła pisać bloga od razu, gdy wpadłam na ten pomysł, miałby on już jakieś pół roku, pewnie co najmniej kilkadziesiąt wpisów, a ja powoli pracowałabym już nad swoją marką. Marnuję czas!

Po urlopie mam nowe siły i zdwojony zapał. A tu trach! Padł mój laptop! Panika – tam mam wszystkie moje dane, kilka artykułów na bloga, a przede wszystkim zdjęcia z kilku lat, których nie zdążyłam zgrać na żaden dysk zewnętrzny. Ani ich wywołać. Jednym słowem – katastrofa! Na szczęście okazało się, że dysk nie jest uszkodzony, znajomy informatyk zrobił mi jego kopię. Ale laptopa nie opłaca się naprawiać – trzeba kupić nowy. Po wakacjach, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, to nie jest dobra wiadomość. Mam co prawda do dyspozycji jeszcze drugi laptop, ale już dość wiekowy i baaardzoooo wolny. Przecież nie dam rady na nim otworzyć mojego bloga – nie, absolutnie nie ma na to szans!

I wiecie co? Zaparłam się i właśnie na nim otworzyłam mojego bloga.

Więc zapraszam – czytajcie, rozgośćcie się i dajcie znać czy Wam się choć trochę podoba!

Related Post

FacebookFacebook