Dlaczego przeczytałam 52 książki w 2016 roku?

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Kto z Was brał udział w facebookowej akcji „Przeczytam 52 książki w 2016 roku”? Zapisało się do niej ponad 60 tysięcy osób, które starają się przeczytać średnio jedną książkę tygodniowo. Trudne?

Gdy na początku roku podejmowałam się tego wyzwania, z jednej strony byłam przeświadczona, że przeczytanie jednej książki tygodniowo jest przecież wykonalne, a z drugiej strony byłam pełna obaw, bo jednak nigdy tyle książek w ciągu roku nie przeczytałam, a przynajmniej odkąd zaczęłam je liczyć. Ale i tak postanowiłam się sprawdzić. Jednak nie traktowałam tego, jak zawody, raczej jako dodatkowy czynnik motywacyjny.

Co mi pomagało?

Jak udało mi się wykonać to zadanie i przeczytać 52 książki w rok? Na infografice przedstawiłam najważniejsze liczby związane z tym wyzwaniem.

52 książki w rok kropla morza

Samo podjęcie wyzwania mobilizowało mnie do czytania większej ilości książek. Szukałam sposobności, żeby móc czytać więcej, wszędzie zabierałam ze sobą książkę albo czytnik, tak aby wykorzystać każdą okazję, także tą niespodziewaną, np. kolejka u lekarza, czy powrót do domu tramwajem zamiast samochodem.

Dużym ułatwieniem było to, że właściwie zawsze miałam co najmniej dwie, trzy pozycje odłożone na półce do czytania. Zapewniało mi to komfort wyboru, nie musiałam się zastanawiać, skąd wziąć książki do czytania, a jak byłam zmęczona np. kryminałami, sięgałam po coś lżejszego dla odprężenia. Nieprzerwane dostawy różnych tytułów, ale szczególnie tych mrocznych, zapewniała mi koleżanka z pracy (pozdrawiam Magda!). Czasami korzystałam też z biblioteki i swoich własnych zasobów.

Co mi przeszkadzało?

Czy wyzwanie przebiegło gładko? Niezupełnie. W połowie roku miałam przeczytane tylko 23 lektury, więc brakowało mi trzech do wykonania planu. Myślałam, że nadrobię w czasie urlopu, ale ze względu na wyjazdy i aktywny wypoczynek, czasu na czytanie wcale nie było więcej. A na co dzień także dysponuję bardzo ograniczoną jego ilością, czasami chętnie bym przyjęła trochę czasu w prezencie 😉

Co jeszcze bywało przeszkodą? Czasami nietrafione tytuły – przy niektórych strasznie się męczyłam, ale nie lubię odkładać niedokończonych książek. Niemniej takie pozycje bardzo mnie spowalniały i bywało, że przez dwa albo nawet trzy tygodnie przeczytałam zaledwie jedną.

Z niektórymi powieściami trudno było się uporać ze względu na ich objętość. Tomy mające ponad 500 stron nie należały do rzadkości – takich „grubasów” przeczytałam w 2016 roku dziesięć, a wiadomo, że zwykle trzeba im poświęcić parę wieczorów więcej. Więc jak widzicie, nie stawiałam na cienkie pozycje, żeby tylko „nabić licznik”.

Czasami brakowało mi też takiego oddechu pomiędzy książkami, żebym mogła się nacieszyć czytaną lekturą, porozmyślać o niej, zapamiętać ją na dłużej. W pewnym sensie presja ilości książek trochę mnie tego pozbawiła, ale z drugiej strony, nie wszystkie pozycje tego wymagają, niektóre i tak po chwili zacierają się w pamięci.

Ulubione książki

Przy okazji podsumowania tego wyzwania zastanawiałam się, czy umiałabym wybrać jedną, najlepszą książkę z wszystkich przeczytanych. Wybranie tylko jednej byłoby naprawdę trudne, bo utkwiło mi w pamięci kilka. Jednak najchętniej wróciłabym do „Światło, którego nie widać” Anthone’go Doerr’a. Równie przejmujący był bestseler tego roku „Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes. Obie te książki polecałam Wam do poczytania na jesień tutaj. Do książek, które mogłabym polecić, zaliczyłabym też thriller „Zero” Marca Elsberga, czy sagę o policjantach z Lipowa Katarzyny Puzyńskiej, choć ostatnie tomy trochę rozwleczone. Ciepłe miejsce w moim sercu ma też kot, bohater powieści „Alfie kot wielorodzinny” Rachel Wells i kontynuacji „Rodzina kota Alfiego”. Zresztą książek o kotach w tym roku było więcej.

Najgorsze książki

Jak wspomniałam wcześniej, w ciągu całego roku trafiłam na kilka pozycji, przez które ledwo dałam radę przebrnąć i tylko niechęć do porzucania nieprzeczytanych książek powstrzymywała mnie przed ich porzuceniem. Kilka powieści było po prostu słabych, ale dwie „Jedenaście minut” i „Zahir” Paolo Cohelo zdecydowanie należą do najgorszych lektur mijającego roku. Prawdę mówiąc, nie wiem, na czym polega fenomen tego autora, ale mnie on zupełnie nie przekonuje, zupełnie nie rozumiem tego pseudo-psychologicznego bełkotu. A może się na tym nie znam.

Czy warto było przeczytać 52 książki w rok?

Oczywiście, że tak! Dla samej satysfakcji przeczytania tylu książek w roku! Zawsze lubiłam czytać, czytałam sporo, ale nigdy aż tyle co w mijającym roku. Już zapisałam się do takiego wyzwania na 2017 rok i wierzę, że również uda mi się przeczytać co najmniej 52 książki w rok. Ponadto mam cichą nadzieję, że mój przykład zaowocuje i córka także pokocha czytanie, tak jak ja!

Zapisz

FacebookFacebook