Nie mam czasu na czytanie książek. Wyzwanie książkowe #czytamwpaździerniku

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Ostatnio kilka razy na Facebooku natknęłam się na pewien obrazek, pewnie też już go widzieliście. Na podłodze w pokoju siedzi chłopiec, przed nim leży książka. „Siedzę tu 20 minut, kiedy ta książka się zacznie?! Synu musisz SAM przewracać strony!” 😀

Czytanie książek to zajęcie czasochłonne, żmudne, szkodliwe dla oczu, a w dobie internetu takie trochę passé. Książki (poza komiksami) zwykle nie mają kolorowych obrazków i w ogóle są takie jakieś statyczne. Do tego drogie i ciężkie, zbyt duże, żeby je nosić w torebce. Zgodzisz się z tym?

Mam nadzieję, że nie. Co prawda czytanie bywa czasochłonne i może męczyć oczy, ale na pewno nie bardziej niż ślęczenie przed komputerem czy telewizorem, które są zresztą znacznie większymi pożeraczami czasu niż książki. I zwykle dostarczają nam znacznie mniej wartościowej rozrywki lub wiedzy.

Dla mnie czytanie książek to najlepszy relaks i przyjemność. W tym roku tydzień urlopu spędzałam z rodzinką na wczasach nad jeziorem, gdzie mogłam czytać bez ograniczeń. Pochłonęłam wtedy chyba ze cztery książki i był to naprawdę wspaniale spędzony czas. Byłam odprężona i usatysfakcjonowana, bo dawno nie miałam okazji w takim stopniu oddawać się pasji czytania. Właściwie nic więcej do szczęścia mi nie brakowało. Żadnej telewizji, internetu, imprez itp. Wystarczyły książki.

Takie zamiłowanie mam od dzieciństwa i odkąd nauczyłam się czytać, książki wciągały mnie w swój świat. Zwykle nie jestem zbyt wybredna i czytam co tylko wpadnie mi w ręce. Co nie znaczy, że wszystko mi się podoba, ale nawet jeśli nie, to nie mam zwyczaju porzucać takiej książki. Naprawdę jest niewiele książek, które zaczęłam a nie dokończyłam, pewnie nie doliczyłabym się ich nawet dziesięciu – takich, które z pełną świadomością porzuciłam i wiem, że nigdy do nich nie wrócę. Jedną z nich są „Chłopi” Władysława Reymonta – jedyna lektura szkolna, której nie przeczytałam do końca w całym swoim szkolnym życiu 😉 Mam nadzieję, że nie jestem osamotniona w tym małym występku?

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo na co dzień mam naprawdę mało czasu na spokojne oddawanie się lekturze. Pracuję na cały etat na drugim końcu miasta i codzienne dojazdy w obie strony zajmują mi łącznie około dwóch godzin, a nawet więcej. Mam rodzinę – córce trzeba pomóc w lekcjach, zawieźć na basen. Ponadto są jeszcze obowiązki domowe – gotowanie, pranie, sprzątanie. Znacie to, prawda? Wieczorem marzę tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. Pewnie wiodę życie podobne do wielu z Was. Ale ZAWSZE znajduję czas na książki.

Dlatego chętnie podjęłam się wyzwania #czytamwpaździerniku z bloga Marta Pisze. Założenia są proste: czytamy minimum 30 minut dziennie i w miesiącu przeczytamy co najmniej cztery dowolne książki. To nie tak dużo, prawda? Więcej szczegółów znajdziecie na blogu Marty.

Jak zabrałam się za to wyzwanie?

Staram się wykorzystywać różne chwile w ciągu dnia. Zwykle nie mogę liczyć na niczym nie zakłócone pół godziny poświęcone tylko lekturze, więc szukam innych okazji. Zobaczcie, jak sobie radziłam do tej pory:

1 października, czwartek

To był ciężki dzień. Rano zawiozłam córkę do szkoły, sama do pracy, popołudniu wykorzystałyśmy ostatnią okazję na tańsze bilety z Kinder Bueno i poszłyśmy do kina na Małego Księcia (dzisiaj się dowiedziałam, ze tę akcję przedłużyli!). Pod koniec seansu mała powiedziała, że ucho ją boli, w drodze do domu płakała. Podałam jej środek przeciwbólowy i pojechałyśmy na wieczorny dyżur do pediatry. Na szczęście okazało się, że to nic strasznego. Jeszcze tylko poszukiwania nocnej apteki i przed 22.00 wylądowałyśmy w domu. Szybkie ogarnięcie wszystkiego i chwila wyciszenia w łóżku z książką. Chociaż to akurat kryminał „Jezioro krwi i łez” James’a Thompsona, więc chyba trudno mówić o „wyciszeniu” 😉

2 października, piątek

Trzeba było uruchomić całodzienną opiekę babci nad małą, popołudniu korki jak zawsze w piątki, lektura dopiero wieczorem w łóżku.

3 października, sobota

Obudziłam się wyjątkowo wcześnie jak na sobotę, bo już o 7.30, więc zrobiłam sobie kawkę i zanurzyłam się w książce. I tak minęła godzinka. Dopiero wtedy zabrałam się za inne rzeczy, sprzątanie przecież nie ucieknie, prawda?

4 października, niedziela

Dzień spędzony z rodziną, a że pogoda sprzyjała i wszyscy są już prawie zdrowi to popołudnie spędziliśmy na spacerze nad morzem. Czas na książkę znalazł się dopiero tuż przed pójściem spać. Ale pierwsza książka skończona 😀

5 października, poniedziałek

Tego dnia nie było problemu, córka popołudniu ma basen, a ja 45 minut na czytanie. Zaczęłam drugą książkę, również kryminał, ale tym razem polskiego autora Macieja Maciejewskiego „W piekle lepiej być nikim”, chociaż na razie mnie nie wciągnęła.

6 października, wtorek

Dzień jak co dzień, więc czytanie też tylko do poduszki.

7 października, środa

Zwykły dzień, ale do domu wróciłam z ogromnym bólem głowy. Położyłam się na chwilę, a gdy ból zaczął ustępować sięgnęłam po lekturę. Potem wstałam przyszykowałam obiadokolację, wykąpałam małą i siebie i kończę pisać tego posta.

Nie mam czasu na czytanie

Pozostałe dwie książki do wyzwania właściwie jeszcze nie do końca wybrałam, ale jedna z nich to pewnie będzie coś motywującego, może „Czterogodzinny tydzień pracy” Timothy Ferriss’a – marzenie… nie traciłabym tyle czasu na codzienne dojazdy do pracy! 😉 A po czwartą książkę chyba wybiorę się do biblioteki i będzie to coś z mojej listy książek do przeczytania, albo po prostu coś wyszperam na półkach. Chyba, że Wy mi coś polecicie?

Mam nadzieję, że zarówno ja, jak i Marta zachęciłyśmy Cię do czytania większej ilości książek, chociaż w październiku, a może zwyczaj ten wprowadzisz na stałe?

FacebookFacebook