Krople zachwytu – lipiec 2018

FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail

Zapraszam Was dziś na mój comiesięczny cykl „Krople zachwytu”. To wpisy, w których zatrzymuję się na chwilę i rozmyślam nad mijającym miesiącem. Co szczególnego mnie zachwyciło? Co w nim było godnego zapamiętania? Wpisy z tej serii stanowią dla mnie rodzaj pamiętnika najlepszych rzeczy i zdarzeń, który przytrafiły się w moim życiu. Tak, abym po czasie mogła z przyjemnością wracać do tych najpiękniejszych chwil w moim życiu. Najlepszych nie oznacza koniecznie największych, bo zachwycam się także drobnostkami. Co zachwyciło mnie w zatem w lipcu?

Zachwycające zaćmienie księżyca

27 czerwca miało być widoczne długie zaćmienie księżyca. Piszę „miało być”, bo długo nie mogliśmy tego księżyca znaleźć na niebie. Na szczęście udało się go dojrzeć w czerwonej poświacie, choć zdjęcia już nie udało się zrobić moim niedoskonałym smartfonem. Ale i tak cieszę się, że dane mi było oglądać choć fragment tego niecodziennego zjawiska.

Zachwycający park

W Gdańsku całkiem niedaleko mnie jest Park Oruński. Nie jest on tak znany, jak inne parki, ze względu na swoje raczej peryferyjne położenie. Park dopiero niedawno został zrewitalizowany. Zyskał muszlę koncertową i ławeczki, nową nawierzchnię niektórych alejek, uregulowano również koryto Potoku Oruńskiego. Mimo to park zachował swój naturalny charakter. W parku jest też fontanna, a tuż obok duży plac zabaw dla dzieci. Dlatego uwielbiam to miejsce na krótkie, rodzinne rowerowe wycieczki.

park-orunski

park-orunski-muszla-koncertowa

Zachwycające jezioro

Niedawno odkryliśmy jakieś 30 km od Gdańska nieduże czyste jeziorko, które idealnie nadaje się na weekendowe letnie wypady. W czasie pięknej pogody wybieramy się tam, żeby odpocząć od zgiełku miasta i zrelaksować się na łonie natury. Uwielbiam tam pływać, bo woda jest wręcz lazurowa, bez pływających wodorostów. A o czystości niech świadczy fakt, że można złapać tam nawet raki.

Przy okazji – w tym roku trudno liczyć na morze w Trójmieście i nie tylko – wraz z piękną pogodą pojawiły się sinice i obowiązywał zakaz kąpieli na większości kąpielisk nad Zatoką Gdańską i nie tylko 🙁

krople-zachwytu-jezioro

Zachwycające książki

Lipiec był bardzo owocny, jeśli idzie o ilość przeczytanych książek, bo udało się ich ukończyć aż osiem. Sama się dziwię, że aż tyle 😉 Niestety nie wszystkie były dobre, a oprócz tych ośmiu jedną zaczęłam i porzuciłam, bo stwierdziłam, że szkoda na nią czasu. Jednak wśród wszystkich przeczytanych trafiły się dwie perełki: na samym początku miesiąca przeczytałam „Euforię” Lily King, którą zdążyłam już nawet zrecenzować na blogu, a na sam koniec trafiła się książka Lucindy Riley „Siedem sióstr”. Właściwie w obu przypadkach nie spodziewałam się, że będą takie dobre, choć bardzo się różnią.

euforia-lily-king

Zachwycająca przekąska

Co latem smakuje najlepiej? Oczywiście jagodzianki. W lipcu nie mogło się oczywiście obyć bez pieczenia domowych jagodzianek. A jagody najlepiej zebrać samemu 😉 Wybraliśmy się więc najpierw na jagody do lasu. Jednak w tym roku z powodu suszy jagód było mało i były raczej drobne, ale na szczęście udało się uzbierać wystarczająco, żeby upiec kilka partii jagodzianek. Nie ma nic pyszniejszego 😉

krople-zachwytu-jagodzianki

krople-zachwytu-las-jagody

Zachwycające lato

Co prawda początek lipca nie był specjalnie letni w Gdańsku, jednak druga połowa przyniosła ze sobą prawdziwe, upalne lato. I chociaż cały lipiec upłynął mi pod znakiem pracy, bo urlop mam dopiero w sierpniu,, to dzięki pogodzie mogłam chwilami poczuć się jak na mikro-urlopie np. robiąc wypady nad jezioro, o czym pisałam powyżej czy korzystając z atrakcji w mieście. W Gdańsku 28 lipca zaczął się Jarmark Dominikański i była to okazja, żeby wybrać się na Główne Miasto wieczorową porą i poczuć się jak turysta we własnym mieście 😉 Bo muszę powiedzieć, że takiego wielonarodowego tłumu o tak późnej porze się nie spodziewałam! A jedną z atrakcji, która nas przyciągnęła, był koncert Natalii Nykiel na otwarcie jarmarku. Właściwie to była atrakcja dla córki, bo to zdecydowanie nie moja muzyka. Za to pokaz laserowy po koncercie był fajną alternatywą dla tradycyjnych fajerwerków, bo od tego roku miasto zaprzestało tego procederu, głównie ze względu na zwierzęta. Za to dla mnie najprzyjemniejsze było oglądanie starego Gdańska w blasku księżyca i w nocnym oświetleniu.

neptun-gdansk-krople-zachwytu

krople-zachwytu-lipiec

A teraz nie mogę się już doczekać sierpnia i długo wyczekiwanego urlopu. Mam nadzieję, że za miesiąc podsumowanie będzie znacznie bardziej interesujące, bo odwiedzanie nowych miejsc zawsze bardzo mnie ekscytuje. A co u Was w lipcu było warte zapamiętania lub zachwycenia się? Opowiecie mi o tym w komentarzach?

Related Post

FacebookFacebook