Skip to content

Z książką w podróży

  • Home
  • Turystycznie
    • Polska
    • Europa
      • Albania
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czechy
      • Grecja
      • Hiszpania
      • Litwa
      • Macedonia Północna
      • Serbia
      • Słowacja
      • Węgry
  • Książki
  • Czytelnicza podróż po świecie
  • Gdańskie książki
  • Rozmaitości
    • Dzieci
  • O mnie
  • Kontakt

Tag: gadulstwo

Czy gadułom jest łatwiej w życiu?

Posted on 2017-09-12 by Kropla Morza 18 komentarzy
gadułom jest łatwiej

Obserwując ostatnio córkę, a właściwie słuchając jej, zastanawiałam się, czy rośnie z niej mała gaduła, czy to tylko przywilej jej wieku. Read more

FacebookFacebook
Posted in Motywacja i lifestyle, RozmaiteTagged ekstrawertyk, gadulstwo, gaduła, introwertyk18 komentarzy do Czy gadułom jest łatwiej w życiu?
Witaj!

Jestem Ania i bardzo się cieszę, że coraz częściej zaglądacie na mojego bloga. Nie lubię stać w miejscu i staram się cały czas rozwijać, podobnie jak mój blog Kropla Morza. W ostatnim czasie coraz bardziej skręca on w tematykę turystyczną i książkową, bo obecnie to moje dwie największe pasje.

Więcej informacji znajdziesz w zakładce „O mnie”.

kroplamorza

Miro tuż po groomerze - przystojniak, prawda? #ma Miro tuż po groomerze - przystojniak, prawda?

#maltańczyk #maltese #pies #dog #groomer @pieszczotkakolbudy
Miro ma już 10 miesięcy, więc jest szalonym psim n Miro ma już 10 miesięcy, więc jest szalonym psim nastolatkiem. Właśnie wybiegał się na plaży,  więc chyba trzeba będzie znów kąpiel zrobić. 

#pies #maltańczyk #maltese
To ja tęskniąca za latem 😜 A tak na serio, ostatni To ja tęskniąca za latem 😜 A tak na serio, ostatnie kilka miesięcy było tak intensywne, włącznie z wakacjami, że zapomniałam tu wrzucić choćby jedno zdjęcie. No więc jedno już jest ;)

🐶 To Novigrad na północy Chorwacji. Jeśli ktoś chciałby ze swoim pupilem jechać w tamtym kierunku i to latem, jak my, to Novigrad jest do tego idealny. Plaża, z której mogą korzystać psy jest oddalona niewielki kawałek od głównej plaży. Na dodatek jest tam pełno cienia od sosnowego lasku, który ciągnie się właściwie wzdłuż całej plaży. Jest nawet wybieg dla psów. 

☀️ Więc nawet w najbardziej upalny dzień, w cieniu było nam idealnie. 

❌️ Jedynie co może trochę przeszkadzać, to fakt, że dno jest bardzo kamieniste, często w postaci bardzo dużych kamiennych płyt, przez co trochę śliskie i w niektórych miejscach niezbyt przyjemne. Na głównej plaży nie było tego problemu.

A ponieważ to region tuż przy włoskiej granicy, który historycznie należał do Włoch, to wiele miejscowości ma również włoskie nazwy. Novigrad brzmi pięknie jako Cittanova, prawda?

#novigrad #cittanova #chorwacja #wakacje #morze  #pies #maltańczyk
🌿 Majówka w spokojnym miejscu na Suwalszczyźnie. O 🌿 Majówka w spokojnym miejscu na Suwalszczyźnie. O dziwo, nawet pogoda jest dobra, a przecież z tym różnie bywa ;)

🐕 Ja już bardzo potrzebowałam odpoczynku, bo praca w tym roku daje mocno w kość. A całodzienny pobyt na świeżym powietrzu to dobry sposób na odpoczynek, szczególnie głowy.

💚 A jak Wasza majówka? W domu czy na wyjeździe? Aktywnie czy spokojnie? Jakkolwiek - to wszystkiego dobrego Wam życzę! 

#majówka #suwałki
#suwalszczyzna #szelment #szelment_suwałki #natura #jezioro #podlasie #odpoczyneknałonienatury #odpoczynek
Blisko domu też może być ładnie 🧡 #zachódsłońca # Blisko domu też może być ładnie 🧡

#zachódsłońca #gdańsk #igersgdansk #pomorskie #gdansk #wieczór
Piękna jesień w Parku Oruńskim 🍂🍂🍂🍁 #jesień #autu Piękna jesień w Parku Oruńskim 🍂🍂🍂🍁

#jesień #autumn #jesiennekolory #drzewa #stawek #wierzba #igersgdansk #pomorskie #gdańsk #gdansk #odbicie #refleksy
Gdańskie #kamieniczki, tym razem przy ul. Chlebnic Gdańskie #kamieniczki, tym razem przy ul. Chlebnickiej. Trochę mniej kolorowe niż przy głównym Trakcie Królewskim, ale równie interesujące. Tu akurat widok po wyjściu z muzeum w Dworze Artusa. Ale o tym innym razem. Dziś niby jesienny, ale jeszcze prawie letni, słoneczny widok z Głównego Miasta.
☀️Pozdrawiam

#gdansk #gdańsk #igersgdansk #pomorskie #ulicachlebnicka #citybreak #ulica #kamienica #ilovegdn #kochamgdansk
⛰️ Na zdjęciu jeden z pięknych budynków w Międzygó ⛰️ Na zdjęciu jeden z pięknych budynków w Międzygórze w Ziemi Kłodzkiej. Byliśmy w tych okolicach ponad miesiąc temu i patrząc na to, jak powódź niszczy te wszystkie cudowne miejsca, to czuję niewyobrażalny żal. A że Kotlina Kłodzka jest interesująca niech świadczy fakt, że byliśmy tam drugi raz, a nam się właściwie nie zdarza jechać dwa razy w to samo miejsce! I co więcej, po powrocie nadal mam niedosyt i chętnie wybiorę się tam jeszcze raz! 

🏡 Więc tutaj dołączam się do apelu innych, aby już po ustąpieniu powodzi, nie zapominać o tym regionie. Tam kwitła turystyka i niech wkrótce znów kwitnie! Wybierzmy niedługo ten region na nasz krótszy czy dłuższy pobyt i wesprzyjmy w ten sposób lokalne małe biznesy, aby mogły jak najszybciej stanąć na nogi i dalej się rozwijać.

🥾 Wokół jest wiele atrakcji turystycznych, ale przede wszystkim góry, np. cudowne Góry Stołowe, Błędne Skały, Masyw Śnieżnika (w tym roku dał nam nieźle w kość) i wiele, wiele innych. Więc jest to naprawdę świetny punkt wypadowy na różne aktywności, m.in. jest tu także sporo górskich tras rowerowych tzw. single trucków. 🚲

❓Byliście na Ziemi Kłodzkiej? Co Was tam szczególnie ujęło? A może macie dopiero w planach wyjazd w tamte rejony?
Ponad miesiąc temu byliśmy na spływie pontonowym N Ponad miesiąc temu byliśmy na spływie pontonowym Nysą Kłodzką. Wtedy była to spokojna, płytka rzeka. Miejscami tak płytka, że ponton zatrzymywał się na mieliznach. Dziś swą wielkością przeraża i zagraża ludziom, zwierzętom i dobytkowi. Nie ma z nią żartów.
Mam nadzieję, że wkrótce wróci do normy i będzie nadal zachwycać a nie przerażać.

#nysakłodzka #spływpontonowy #ziemiakłodzka #spływ #wycieczka #urlop #urlopwkraju
A dziś taki gdański klasyczek. Jak widać roboty na A dziś taki gdański klasyczek. Jak widać roboty na Długim Pobrzeżu się skończyły, więc znów można się cieszyć niezakłóconym widokiem.

#gdansk #gdańsk #igersgdansk #pomorskie #motława #żuraw #kamieniczki #gdańskiekamienice #zielonymost #ilovegdn #kochamgdansk
Amber Sky z innej, niż zwykle, strony. To tak w ra Amber Sky z innej, niż zwykle, strony. To tak w ramach szukania cichszych i nie tak obleganych zakątków w centrum Gdańska.
Miłego weekendu!

#ambersky #amberskygdansk #gdańsk #gdansk #igersgdansk #pomorskie #ilovegdn #kochamgdansk #zwiedzamswojemiasto #kołowidokowe
Tuż obok centrum Gdańska w upalny letni dzień możn Tuż obok centrum Gdańska w upalny letni dzień można znaleźć spokojne miejsce na spacer. Bez tłumu ludzi. Wystarczy 10 minut i już jakbyśmy byli w zupełnie innym miejscu.
Na zdjęciu Kanał na Stępce, na który dostaniecie się m.in. z Wyspy Ołowianka. Jeśli jeszcze tędy nie spacerowaliście, to polecam! Kanał łączy się z Motławą i razem wpadają do Martwej Wisły.
Kto zna tamte rejony?

#gdansk #gdańsk #igersgdansk #pomorskie #żaglowiec #sail #kochamgdansk #kanał #kanałnastępce #motława #zwiedzamgdansk
Z wieczornego spaceru... #łabędź #łabędzie #swan Z wieczornego spaceru...

#łabędź #łabędzie #swan #pomorskie #gdańsk #gdansk #mojemiasto #3city #ilovegdn #kochamgdansk #igersgdansk
Z dzisiejszego spaceru. Wśród tych kamyków niezłe Z dzisiejszego spaceru. Wśród tych kamyków niezłe skarby można znaleźć.🙃

#tramwaj #kamienie #igersgdansk #pomorskie #gdańsk #gdansk #mojemiasto #3city #city #ilovegdn #kochamgdansk
Dla mnie to rozczulający widok i wspomnienie dziec Dla mnie to rozczulający widok i wspomnienie dzieciństwa, kiedy robiło się bukiecik z małych, polnych kwiatków.
Miłego piątku💐

#stokrotki #kwiaty #kwiatki #flowers #wiosna #wiosna2024 #spring #zieleń
W czasie długiej majówki odwiedziliśmy kilka cieka W czasie długiej majówki odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, a jednym z nich było mini zoo "Zwierzaki Nad Potokiem" niedaleko Gdańska. Są tu głównie zwierzęta gospodarskie takie jak konie, kozy, owce, kury, króliki, kaczki, gęsi, ale też bardziej egzotyczne strusie, emu, alpaki, nutrie, papugi i inne  ptaki. Teren nie jest zbyt duży, ale wystarczy na spędzenie kilku godzin, tym bardziej, że można zrobić sobie tu piknik przy ognisku.
Byliście już może u Zwierzaków nad Potokiem?

#zwierzakinadpotokiem #minizoo #pomorskie #zwierzęta #zwierzaki #atrakcjedladzieci #atrakcje #farma #zwierzętagospodarskie #gdańsk #zukczyn
Wiosenny spacer w Babich Dołach przy torpedowni. L Wiosenny spacer w Babich Dołach przy torpedowni. Lekka mgiełka spowodowała, że linia horyzontu prawie znikła, a niebo zlało się z prawie nieruchomym morzem.

#torpedownia #torpedowniagdynia #babiedoły #igersgdansk #pomorskie #gdynia #tricity #trojmiasto #plaża #morze #sea #zatokagdanska #morzebałtyckie #pozasezonem
Jeden z wielu mural na gdańskiej Zaspie. Można cho Jeden z wielu mural na gdańskiej Zaspie. Można chodzić godzinami i wciąż odkrywać nowe. Muszę się kiedyś w końcu wybrać na oglądanie tych mural razem z lokalnym przewodnikiem, bo na pewno można się wtedy dowiedzieć o nich wielu ciekawostek.
Lubicie murale? A może macie swój ulubiony?

#mural #zaspa #gdańsk #gdanskzaspa #muralezaspa #muralegdanskzaspa #igersgdansk #pomorskie #ilovegdn #kochamgdansk #murale
Fragment Parku Oruńskiego na przedwiośniu. Zieleni Fragment Parku Oruńskiego na przedwiośniu. Zieleni jeszcze prawie nie ma, ale park i tak jest piękny, gdy świeci słońce ☀️ Oby takich słonecznych i coraz cieplejszych dni było więcej!

#parkoruński #altana #gdańsk #igersgdansk #pomorskie #gdansk #przedwiośnie #ilovegdn
Z wczorajszej wycieczki do Centrum Pieniądza NBP w Z wczorajszej wycieczki do Centrum Pieniądza NBP w Warszawie. To naprawdę ciekawa wystawa, z której można dowiedzieć się, jakimi pieniędzmi kiedyś płacono, jak wyglądały pieniądze w różnych stronach świata, jak teraz wyglądają np. franki szwajcarskie ;) Najsłodsze są chyba chińskie monety z pandami 🐼

Oprócz tego, jak odróżnić fałszywki od prawdziwych banknotów, trochę historii banków, najnowszych ciekawostek, np. że możliwe jest płacenie okiem jak kartą płatniczą! 👁

Ale najwięcej emocji wzbudza chyba możliwość dotknięcia i próba podniesienia sztabki złota 💰 Piszę „próba”, bo taka sztabka waży 12,5 kg, więc nie jest łatwo ją podnieść jedną ręką 💪 A do tego jej wartość to ponad 3 mln złotych, więc emocje rosną! 💰

❌ Jedyny minus to chyba oczekiwanie w kolejce na wejście. Jest ono bezpłatne, więc chętnych do zwiedzania jest sporo. My czekaliśmy w kolejce 1 godz. 45 min., a samo zwiedzanie zajęło nam 2 godz., choć może zająć o wiele dłużej!

Byliście może już w tym miejscu? A może Was zachęciłam? Dajcie znać!

#nbp #centrumpieniądza #muzeumpieniądza #warszawa #muzeum #zwiedzanie #atrakcjewarszawa #pieniądze #zwiedzaniezadarmo
Górki Zachodnie w Gdańsku zimową porą. Byliście ki Górki Zachodnie w Gdańsku zimową porą. Byliście kiedyś?

#gdańsk #igersgdansk #górkizachodnie  #gorkizachodnie #plaża #plażazimą #beach #zima #winter #natura #ilovegdn
Amber Sky w Gdańsku - dziś były pewnie piękne wido Amber Sky w Gdańsku - dziś były pewnie piękne widoki z góry, bo wyjątkowo do południa było bardzo słonecznie. A ostatnio ☀ to niezbyt częsty widok.
Skorzystaliście dziś z pogody, czy niestety musieliście być w pracy?

#ambersky #amberskygdansk #gdańsk #gdansk #igersgdansk #kołowidokowe #gdn #ilovegdn #ilovepoland #grudzień
Jeszcze zima, choć od jutra podobno odwilż. Uwielb Jeszcze zima, choć od jutra podobno odwilż. Uwielbiam takie ośnieżone drzewa. ❄️❄️❄️
#grudzień #zima #śnieg #snow #winter #zimowywidok #widok #ośnieżonedrzewa #winterview #white biało
Zima, zima ❄️❄️❄️ A to moja zimowa modelka z warsz Zima, zima ❄️❄️❄️ A to moja zimowa modelka z warszawskich Łazienek. Ładna?

#mewa #zima #winter #zimowywidok #łazienkikrólewskie #warszawa #listopad #ptak
Obserwuj na Instagramie

Ostatnie wpisy
Turystyczne podsumowanie 2025 rokuTurystyczne podsumowanie 2025 roku
2026-01-11Ten rok był trochę wyjazdowy, ale nie zwiedziliśmy w tym roku tak dużo, jak bym chciała. To był zresztą bardzo nietypowy rok, bo bardzo wiele działo się rodzinnie i zawodowo. Zmiany, zmiany, zmiany Zaczęło się na początku roku od nowego członka rodziny, czyli naszego maltańczyka. Miro dołączył do naszej rodziny w marcu i wywrócił nasze życie do góry nogami. Szczególnie moje, bo miesiąc później mój mąż wyjechał na kilka miesięcy zagranicę, więc prawie cała opieka nad szczeniakiem spadła na mnie. Jakby tego było mało, to w maju zaczęłam kurs zawodowy, który zakończy się dopiero w marcu tego roku, a zajmuje cztery godziny lekcyjne dwa razy w tygodniu. Więc naprawdę jest intensywnie, tym bardziej że przecież cały czas pracuję na pełen etat, a ostatnio korki w Gdańsku nie odpuszczają (wręcz przeciwnie), więc na dojazdach spędzam około dwóch godzin dziennie. Nie zostaje mi więc zbyt dużo czasu właściwie na nic. Na szczęście mąż we wrześniu wrócił do domu, więc choć trochę odciąża mnie z obowiązków związanych z wychodzeniem z psem. Ja zresztą bardzo je lubię, szczególnie nasze wieczorne spacery, gdy głowa odpoczywa po całym dniu. Polska W pierwszej połowie roku odkrywaliśmy podróże z psem. W okrojonym składzie, tj. ja z córką i psem byliśmy na Podlasiu, a później w Poznaniu. Jeszcze zanim gdziekolwiek pojechaliśmy, musieliśmy przyzwyczaić naszego pupila do podróżowania samochodem, bo początki nie były dla niego zbyt przyjemne. Jego młody błędnik nie radził sobie z takim bujaniem i cierpiał na chorobę lokomocyjną. Na szczęście dostaliśmy od weterynarza odpowiednie tabletki i na majówkę mogliśmy wybrać się na Podlasie, w okolice Suwałk. Podlasie i Mazury To był typowo rekreacyjny wyjazd. Mieliśmy na celu głównie odpoczynek na łonie natury. No i po raz pierwszy musiałam się zmierzyć z tym, aby nasz wyjazd dostosować do psa. Przede wszystkim trzeba było znaleźć nocleg, który przyjmie psy. Udało nam się to w Centrum Konferencyjno-Wypoczynkowym w Szelmencie. Sam obiekt nie jest pierwszej świeżości, ale jest pięknie usytuowany nad jeziorem. Były tam pyszne śniadania i faktycznie gościło tam sporo właścicieli ze swoimi mniejszymi i większymi pupilami. W okolicy jest centrum sportu, ale nie wiem, czy działa – w maju nic nie było czynne, nawet park linowy. A oprócz tego jest tam wyciąg narciarski, a na jeziorze wyciąg do nart wodnych. Park Linowy Twierdza Jaćwingów Za to świetny park linowy znaleźliśmy jakieś 15 km dalej – Park Linowy Twierdza Jaćwingów. W sezonie 2025 byliśmy jednymi z pierwszych klientów, a właściwie córka, bo ja z psem tylko obserwowaliśmy ją z dołu. Miejsce spodoba się zwłaszcza wielbicielom adrenaliny, bo oferowane są dość wymagające ścieżki – na sporej wysokości (nawet 15 m), z licznymi trudnościami, a zwłaszcza z rewelacyjną, długą na 420 m tyrolką. Oczywiście dla młodszych i mniej doświadczonych są ścieżki niższe i łatwiejsze. Mosty w Stańczykach To jest akurat coś, co ja chciałam zobaczyć. De facto są to dwa równoległe mosty kolejowe, wzorowane na rzymskich akweduktach Pont du Gard we Francji. Na żywo robią ogromne wrażenie wysokością – aż 36 m. Od 1979 roku stanowią zabytki wpisane do rejestru zabytków. Niedaleko znajduje się wieża widokowa, z której rozpościera się widok na akwedukty, dolinę rzeki Błędzianki, dwa jeziora: Tobellus Duży i Mały oraz Puszczę Romincką. Suwałki Do Suwałk wpadliśmy tylko na chwilę, trochę pospacerować i coś zjeść. Centrum miasta jest bardzo ładne, a ulica Chłodna ma swój niepowtarzalny urok. Zjedliśmy pizzę w Fuki Pizza i choć czytałam, że jest tam świetna pizza z pieca (potwierdzam!), to w lokalu było właściwie pusto. Trochę smutno, bo takie miejsca długo nie pociągną bez klientów. Dla nas równie istotne było to, że mogliśmy wejść do lokalu z naszym psiakiem, który na dodatek dostał miskę świeżej wody. Poznań Kolejnym naszym weekendowym wyjazdem był Poznań. Byliśmy tam w czerwcu tuż przed wakacjami. Pogodę trafiliśmy wspaniałą, było bardzo ciepło i słonecznie. Była to też okazja, żeby sprawdzić, jak Miro daje sobie radę z takimi temperaturami. W Poznaniu byliśmy oczywiście na Starym Mieście, ale sporo przemieszczaliśmy się wokół centrum różnymi parkami. Ścisłe centrum jest niezbyt przyjazne psom, więc nie zabawiliśmy tam długo. Jezioro Maltańskie Znacznie przyjemniej spędziliśmy czas na Malcie. Najpierw przeszliśmy się kładką wśród drzew nad Szklarką i chociaż nie jest ona zbyt długa, to bardzo przyjemna, szczególnie w upalny dzień. Później pospacerowaliśmy wzdłuż południowego brzegu jeziora Maltańskiego, ale doszliśmy najwyżej do połowy. To bardzo fajny sposób na spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu w Poznaniu, zwłaszcza z psem. Szachty Najprzyjemniej wspominam jednak dzień spędzony na Szachtach. To obszar poprzemysłowy, gdzie dawniej zajmowano się produkcją cegieł. Obecnie to teren rekreacyjno-edukacyjny, z licznymi ścieżkami spacerowymi i rowerowymi wzdłuż stawów. Znajduje się tu wieża widokowa, z której można podziwiać fragment tego rozległego terenu. Są tu też miejsca do odpoczynku, plac zabaw, punkty widokowe w postaci pomostów, ławki, na których można odpocząć w cieniu. Oczywiście jest to miejsce przyjazne psom. Sporo tam spacerowaliśmy, a i tak mam wrażenie, że przeszliśmy niewielki fragment tego zielonego terenu. Znaleźliśmy tam spokój, zieleń i odpoczynek dla ducha – wszystko, czego nam było trzeba!   Niemcy Po krajowych wycieczkach, przyszedł czas na dalsze wakacyjne podróże. Na początku lipca naszym celem były odwiedziny u męża w Niemczech. Pracował on w jednym z najdalszych zakątków Niemiec, tuż obok granicy holenderskiej, na mało znanej polskim turystom wyspie Juist. Jednak zanim tam dojechaliśmy, po drodze zahaczyliśmy o Berlin. Berlin W Berlinie zatrzymaliśmy się właściwie tylko na jedno popołudnie i jedną noc, bo był to tylko nasz przystanek w drodze do Juist. Wykorzystaliśmy jednak chociaż ten krótki czas i byliśmy na Placu Poczdamskim, widzieliśmy fragmenty Muru Berlińskiego i Bramę Brandenburską. Na więcej nie starczyło czasu, ale dobre i to. Ponad 20 lat temu też byłam tylko przejazdem w Berlinie i pamiętam, że zachwycił mnie wtedy pięknie oświetlony Plac Poczdamski. Mieliśmy jeszcze wrócić do Berlina w drodze powrotnej, ale wybraliśmy inną opcję – o tym za chwilę. Wyspa Juist Przyznać się, kto kiedykolwiek słyszał o wyspie Juist? A może chociaż o Wyspach Fryzyjskich? Prawdę mówiąc, nie jest to zbyt popularny kierunek wśród polskich turystów, choć pracuje tam zaskakująco dużo naszych rodaków. Wyspy Fryzyjskie znajdują się na Morzu Północnym, tuż przy granicy Niemiec z Holandią. Właściwie jest to płytkie Morze Wattowe, charakteryzujące się bardzo dużymi pływami, które powodują, że na wyspy można się dostać najwyżej raz na dobę, w ściśle określonych godzinach uzależnionych od pływów. Promy i motorówki pływają na Juist z Norddeich. Juist przedstawia się jako oaza spokoju i miejsce do chillowania. I faktycznie na wyspie nie ma żadnych samochodów (poza strażą pożarną i lekarzem), a dostępne pojazdy to rowery, hulajnogi i wozy konne. Główną atrakcją są położone po północnej stronie wyspy piękne, piaszczyste plaże, które przypominają mi te nad Bałtykiem. Trudno tu jednak liczyć na upały, klimat nawet latem jest bardzo łagodny. Jest ciepło, ale bardzo często wieje wiatr, szczególnie popołudniami. Pewnie ze względu na ten łagodny klimat, wyspę odwiedza wielu starszych ludzi, gdyż dla nich tutejsza pogoda jest idealna. Na wyspie największą atrakcją jest sama natura – piękne krajobrazy, także o charakterze pustynnym i szerokie plaże. Można poobserwować różnorodne ptaki, spotkać foki na wschodnim krańcu wyspy, bażanty spacerują pod oknami, a na uliczkach można natknąć się na konie. Do atrakcji wykonanych ludzką ręką można zaliczyć wieżę widokową w kształcie żagla umiejscowioną w porcie, ścieżki edukacyjne. Na Juist można odpocząć od hałasu i tłumów. To miejsce, gdzie czas zwalnia, a jedynym dźwiękiem jest szum fal i wiatru. Tam naprawdę można odetchnąć z dala od ludzi i codziennego pośpiechu. To idealna przystań dla tych, którzy chcą pobyć blisko natury i odnaleźć wewnętrzny spokój. Choć oczywiście w samym centrum, przy porcie ludzi jest więcej, a zdarzają się nawet nieduże koncerty. Na wyspie spędziłam pięć dni, a w drodze powrotnej, zamiast do Berlina, zajechaliśmy do Lubeki. Lubeka Bardzo chciałam odwiedzić Lubekę, bo słyszałam, że jest podobna do Gdańska. I faktycznie w wielu miejscach miałam wrażenie, że jestem nad Motławą, a nie nad rzeką Trave. Pospacerowaliśmy po starym mieście, zobaczyliśmy najważniejsze zabytki, takie jak np. Brama Holsztyńska, Brama Zamkowa, Ratusz, spichlerze, piękne kamieniczki podobne do tych w Gdańsku. Tak zakończyła się nasza pierwsza część urlopu. Na początku sierpnia wyruszyliśmy z córką i psem na bardziej słoneczną i wypoczynkową część naszych wakacji. Ruszyliśmy na południe Europy do Chorwacji. Chorwacja Jako jedyny kierowca nie chciałam jechać bardzo daleko z Gdańska, więc za cel naszej podróży wybrałam położony na północy Chorwacji Półwysep Istria. Jednak po drodze i tak musieliśmy się zatrzymać na nocleg w Czechach – taki urok podróżowania z Gdańska. Novigrad W Novigradzie mieliśmy wynajęty apartament z ogródkiem w okolicach plaży Karpinjan. Ta plaża okazała się idealna dla nas, a szczególnie dla psa. Do plaży idzie się gajem oliwnym, a nad samym morzem jest zagajnik, który zapewnia cień. Jedną z tutejszych atrakcji jest rejs statkiem o zachodzie słońca, aby zobaczyć pływające w morzu delfiny. I oczywiście się to udało. Do zachodu, co prawda trochę zabrakło, ale wycieczka była bardzo przyjemna. Jest to też dobry punkt wypadowy do zwiedzenia całej Istrii. My głównie wypoczywaliśmy na plaży, ale udało nam się odwiedzić również Pulę, na południowym krańcu półwyspu. Pula Pula słynie głównie z pięknego amfiteatru rzymskiego, przypominającego Koloseum w Rzymie. My trafiliśmy akurat na próbę przed jakimś koncertem i śpiewała wtedy naprawdę super chorwacka wokalistka, choć nie mam pojęcia, jak się nazywała. Oprócz tego w parku Titov możemy zobaczyć makietę Puli. Mnie jednak, oprócz amfiteatru, najbardziej spodobały się uliczki starego miasta wokół Placu Forum. Tam znajduje się również świątynia Augusta i Ratusz. Liczne restauracje, kawiarnie, sklepy z pamiątkami i inne tworzą specyficzny południowy klimat. Na wzgórzu znajduje się również Kasztel, czyli Twierdza Wenecka. Włochy – Triest Z Novigradu do granicy ze Słowenią mieliśmy tylko 20 km, a do Triestu we Włoszech jest tylko 60 km i to tam postanowiliśmy się wybrać na wycieczkę. Równie dobrze można z Novigradu zrobić sobie wypad do Wenecji i to zarówno samochodem (około 220 km), jak i statkiem, które kursują z wielu portów Istrii. Wenecję zostawiliśmy sobie jednak na inną okazję, a tymczasem wybraliśmy się do Triestu. Prawdę mówiąc, nie była to zbyt udana wycieczka, bo trochę przerosła nas ilość samochodów w mieście. Na sam wjazd na jeden z nielicznych zadaszonych parkingów, czekaliśmy 1,5 godziny. Właściwie już wtedy mieliśmy dosyć. Ale czego się można było spodziewać w samym środku sezonu? Mimo wszystko tak do końca się nie poddaliśmy i zaczęliśmy zwiedzanie od zamku San Giusto, który mieści się na wzgórzu, w związku z czym rozciągają się stamtąd piękne widoki na miasto. Oczywiście do środka zamku nie wchodziłyśmy, bo byłyśmy z psem, zresztą takie atrakcje nie leżą w kręgu zainteresowania mojej nastolatki. 😉 Schodząc ze wzgórza natrafiliśmy przypadkiem na ogromne schody – Scala dei Giganti oraz urocze, choć trochę zaniedbane zakątki ogrodu Giardino di Via San Michele. Można tam było trochę odetchnąć od upału. Później pokręciliśmy się trochę po ulicach Triestu, zmierzając w kierunku Canal Grande di Trieste, żeby poczuć się trochę jak w Wenecji. Nad kanałem jest wiele knajpek i tam naszą wycieczkę uratowały pyszne pizze. Objedzone na maksa, mogłyśmy uznać, że jednak opłacało się przyjechać do Triestu. 😉 Jednak szczerze mówiąc samo miasto nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, trochę przypominało mi greckie Saloniki. W obu miastach jest szeroka morska promenada, ale nie dająca możliwości zejścia do wody, gęsta miejska zabudowa i place otwarte na morze, otoczone pięknymi budynkami. W Trieście jest to ogromny plac Piazza Unità d’Italia z fontanną Czterech Kontynentów, urzekającym ratuszem i innymi pałacami dookoła. Jednak to było trochę za mało, żeby zakochać się w tym mieście. Kawałek za miastem jest podobno jeden z najpiękniejszych zamków położonych nad morzem – Miramare, ale moja drużyna nie miała już sił na dalsze zwiedzanie, więc niestety musiałam odpuścić. Słowenia Wodospady Virje, Boka i Kozjak W drodze powrotnej z Chorwacji postanowiliśmy zatrzymać się na dwa dni w Słowenii i tam pozachwycać się trochę przyrodą. Postawiliśmy głównie na wodospady – cudowny wodospad Virje z przepiękną turkusową wodą i najwyższy w Słowenii wodospad Boka. Ten ostatni nie robił latem wielkiego wrażenia, prawdopodobnie w tym czasie było niezbyt dużo wody. Znajdują się one w Alpach Julijskich, więc doznania są oszałamiające. Duże wrażenie zrobił na nas również wodospad Kozjak, ukryty w skalnej grocie. To jedyny wodospad z tych trzech, które widzieliśmy jednego dnia, gdzie trzeba było zapłacić za wstęp (niedużo). Wszędzie można było wejść z psem na smyczy. Do dwóch pierwszych wodospadów jest bardzo łatwo się dostać – z parkingu nie dłużej niż 15 minut. Za to do wodospadu Kozjak potrzebujemy co najmniej godzinę w jedną stronę, ale idziemy bardzo przyjemną trasą wzdłuż strumienia Kozjak, który łączy się później z rzeką Socza. Wąwóz Vintgar Drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Wąwozu Vintgar – to jedna z najbardziej obleganych atrakcji Słowenii, więc ludzi było sporo. Nie dziwię się, że wszyscy chcą go zobaczyć, bo faktycznie jest się czym zachwycać. Kryształowo czysta woda, liczne bystrza, mini wodospady, kolor wody od zupełnie przezroczystego przez błękit, turkus aż do zielonego powodują, że trudno oderwać oczy od tego cudu przyrody. Bilety kupuje się przez internet na konkretną godzinę, a z ogromnych parkingów na miejsce dowiózł nas bezpłatny autobus (2025 rok). Przejście trasą zajmuje około 30-45 minut, ale ruch jest jednostronny, więc wrócić musimy dookoła, co zajmuje około godziny. Tu były fochy mojego dziecka, które pokonać mógł tylko dobry obiad. Nie było jednak już zgody na zajechanie nad niedalekie jezioro Bled, o czym marzyłam, ale cóż, trzeba było pójść na kompromis. Mam za to powód, żeby jeszcze wrócić do Słowenii, zresztą zrobię to z wielką przyjemnością, bo naprawdę jest tam pięknie. Podsumowanie W sumie w te wakacje zrobiłyśmy z córką i psem ponad 5 tysięcy kilometrów i odwiedziliśmy cztery kraje: Niemcy, Chorwację, Włochy i Słowenię – w tych dwóch ostatnich byłam po raz pierwszy. Było to zupełnie nowe doświadczenie podróżować bez męża jako drugiego kierowcy i na dodatek z psem. Dla komfortu naszego milusińskiego, trzeba się było częściej zatrzymywać, noclegi również trzeba było wybierać takie, które dopuszczają psy. Także nasze aktywności (w większości) były dostosowane do Miro – nawet jeśli zwiedzaliśmy miasta, to szukaliśmy parków czy skwerów, gdzie mógłby załatwić swoje potrzeby, staraliśmy się chodzić w cieniu. W tegorocznych podróżach musiałam też więcej odpuszczać, aby zachować dobre relacje z moją nastolatką. 😉 Zresztą celem było więcej wypoczynku, a mniej zwiedzania (zwłaszcza miast), dlatego nie wykorzystałam wszystkich możliwości. Był to inny sposób podróżowania niż wcześniej, ale wcale nie gorszy – bardziej w stylu slow, z dużą ilością rozmów z nastoletnim dzieckiem i zabawami z psem. A jak Wam minął 2025 rok? Jakie podróże czy wycieczki odbyliście? Która z nich najbardziej zapadła Wam w pamięć i dlaczego? A może któryś z moich wyjazdów Was zainspirował? [...] Read more...
„Becoming. Moja historia” – opowieść o sile, odwadze i poszukiwaniu siebie„Becoming. Moja historia” – opowieść o sile, odwadze i poszukiwaniu siebie
2025-04-27„Dziś, gdy spoglądam wstecz i przypominam sobie dyskomfort, jaki wtedy czułam, uświadamiam sobie, jak poważnym wyzwaniem jest pogodzenie tego, kim się jest, z tym, skąd się pochodzi i dokąd chce się dojść”. Lubię książki, które wciągają mnie w czyjąś historię tak mocno, że czuję się jak na rozmowie z przyjaciółką przy kawie. Michelle Obama w „Becoming. Moja historia” właśnie taką intymną, pełną ciepła rozmowę mi podarowała. Tym bardziej że książki słuchałam w formie audiobooka, najczęściej w samochodzie. Za każdym razem nie mogłam się doczekać, kiedy będę znów mogła go włączyć i żal mi było, gdy musiałam przerywać. Droga do Białego Domu To nie jest tylko opowieść o Pierwszej Damie Ameryki. To historia dziewczynki z robotniczej dzielnicy Chicago, która krok po kroku budowała swoje życie, mierząc się z trudnościami, wątpliwościami i – przede wszystkim – własnymi marzeniami. Pisze szczerze, z ogromną wrażliwością i ciepłem – o dzieciństwie, studiach, pracy prawniczki, trudnych wyborach i roli kobiety, matki, żony, a w końcu osoby publicznej na świeczniku świata. I choć jej droga wydaje się wyjątkowa, to emocje, które opisuje, są niezwykle uniwersalne. Strach przed zmianą, radość z małych zwycięstw, ciężar oczekiwań – kto z nas tego nie zna? „Sukces nie polega na tym, ile pieniędzy zarobisz, ale na różnicy, jaką zrobisz w życiu innych ludzi”. Zwyczajna dziewczyna Co mnie ujęło najbardziej? Autentyczność. W każdej opowieści, nawet tej o najbardziej prestiżowych wydarzeniach, przebija zwyczajna dziewczyna, która uparcie wierzyła, że warto się starać, być przyzwoitym człowiekiem i pomagać innym. Michelle nie pomija tematów trudnych: pisze o poczuciu niedopasowania, rasizmie, o samotności i presji. A jednak z każdej strony tej książki emanuje ogromna siła i nadzieja. Michelle otwarcie pisze o poszukiwaniu własnej tożsamości – nie tej narzuconej przez rodzinę, media czy społeczeństwo, ale tej, którą budujemy sami. „Becoming” to piękne przypomnienie, że nie musimy być skończeni ani idealni. Że możemy wciąż stawać się kimś lepszym – dla siebie i dla innych.   Jeśli szukacie książki, która jednocześnie wzrusza, motywuje i zostawia w sercu ciepło – koniecznie sięgnijcie po historię Michelle Obamy. Jestem pewna, że znajdziecie w niej cząstkę siebie. Tę książkę czyta się sercem, nie tylko umysłem. Czy Wy też mieliście kiedyś książkę, która w nieoczywisty sposób pomogła Wam lepiej zrozumieć siebie?   „Człowiek nie uświadamia sobie, jak bardzo się przywiązał do swojego miejsca, aż musi je opuścić, odciąć korzenie, stać się drewienkiem na falach obecnego oceanu”. Recenzje biografii znajdziecie również w innych wpisach, np.: – „Biografie. Polecenia blogerów cz. 2”, – „To ja, Malala”, – „Dwie biografie. Literatura afrykańska dla początkujących”. [...] Read more...
Krzywy Las pod Szczecinem – tajemnica krzywych drzewKrzywy Las pod Szczecinem – tajemnica krzywych drzew
2025-01-20Krzywy Las to jedno z najbardziej tajemniczych i intrygujących miejsc w Polsce. Położony niedaleko miejscowości Gryfino, zaledwie 35 km od Szczecina, przyciąga turystów i badaczy z całego świata. Charakterystyczną cechą tego miejsca są nietypowo wygięte drzewa, które wyglądają, jakby zostały uformowane przez jakąś nadprzyrodzoną siłę. Jak powstał Krzywy Las i co sprawia, że drzewa mają tak niezwykły kształt? Przyjrzyjmy się temu trochę bliżej. Co wyróżnia Krzywy Las? Krzywy Las to niewielki fragment lasu, który składa się z około 100 sosen posadzonych prawdopodobnie w latach 30. XX wieku. Drzewa te wyrastają z ziemi pod kątem około 90 stopni, a następnie prostują się, tworząc charakterystyczny, łukowaty kształt przypominający literę „C”. Ich zakrzywione pnie mają wysokość od 1 do 3 metrów. Co ciekawe, wszystkie drzewa są wygięte w jednym kierunku – na północ. Tajemnicze teorie – jak powstały krzywe drzewa? Przez lata powstało wiele teorii na temat przyczyn niezwykłego kształtu drzew w Krzywym Lesie. Oto najczęściej wymieniane hipotezy: 1. Celowa działalność człowieka Najbardziej prawdopodobna teoria zakłada, że to człowiek celowo uformował drzewa. W okresie międzywojennym mogły być one specjalnie wygięte w celu wykorzystania ich drewna do produkcji łodzi, mebli, beczek lub elementów konstrukcyjnych. Krzywe pnie miały zapewniać odpowiednią elastyczność i wytrzymałość materiału. Niestety, wybuch II wojny światowej sprawił, że prace przerwano, a las pozostawiono swojemu losowi. 2. Przypadkowa działalność człowieka Możliwe również, że młode drzewa zostały uszkodzone przez ciężki sprzęt rolniczy lub czołgi, co spowodowało ich deformację. 3. Wpływ warunków naturalnych Inna teoria sugeruje, że drzewa mogły zostać zniekształcone przez ekstremalne warunki atmosferyczne, takie jak silne wiatry, obfite opady śniegu lub burze, które wpłynęły na ich rozwój. 4. Wpływ innych sił Są też mniej prawdopodobne teorie, wskazujące na wpływ pola magnetycznego, żył wodnych, a nawet UFO. Krzywy Las jako atrakcja turystyczna Krzywy Las jest dość popularnym celem wycieczek dla osób szukających niezwykłych miejsc w Polsce. Spacer wśród tych nietypowych drzew to niezapomniane przeżycie, a ich nietypowy kształt stanowi idealny temat do fotografii. Warto odwiedzić to miejsce podczas podróży po zachodniopomorskim, zwłaszcza że jest ono łatwo dostępne i znajduje się w pobliżu Szczecina. Jak dotrzeć do Krzywego Lasu? Krzywy Las znajduje się na obrzeżach miejscowości Nowe Czarnowo, niedaleko Gryfina. Dojechać tam można samochodem, a na miejscu znajduje się niewielki parking. Teren jest dobrze oznakowany i dostępny dla pieszych, choć okolice parkingu trochę mnie wprowadziły w konsternację, gdyż znajdują się tam rury ciepłownicze, które nieco psują apetyt na spacer w naturze. Podsumowanie i pytanie do Ciebie Krzywy Las to miejsce dość tajemnicze, które inspiruje do odkrywania jego historii i przyrody. Jednocześnie, według mnie, nieco rozczarowujące. Przed wejściem do lasu znajdują się mało estetyczne rury ciepłownicze, garaże, ogródki działkowe, które już na wstępie psują trochę aurę tajemniczości i natury. Ponadto sam teren z wygiętymi sosnami jest naprawdę nieduży, a jego obejście zajmuje zaledwie kilka minut. Według mnie nie warto jechać tam specjalnie, ale warto odwiedzić je przy okazji (np. w drodze do Szczecina) i przekonać się na własne oczy, jak to jest z tym Krzywym Lasem. A co Ty myślisz o Krzywym Lesie? Czy masz swoją teorię na temat jego powstania? A może odwiedziłeś już to miejsce i chciałbyś podzielić się swoimi wrażeniami? Daj znać w komentarzach – chętnie poznam Twoją opinię! [...] Read more...
Dwór Artusa. Krople Gdańska cz. 11Dwór Artusa. Krople Gdańska cz. 11
2025-01-13Dwór Artusa w Gdańsku to jedno z najbardziej charakterystycznych i imponujących miejsc w mieście, które pełniło kiedyś rolę centrum życia towarzyskiego i handlowego. Znajduje się w samym centrum historycznej części Gdańska przy Trakcie Królewskim, tj. przy Długim Targu tuż za słynną fontanną Neptuna. Obecnie jest częścią Muzeum Gdańska i można go zwiedzać. Natomiast polecam również zwrócić uwagę na wydarzenia specjalne, które czasem odbywają się w tym zabytkowym miejscu. Współcześnie organizowane są tu m.in. wystawy czasowe, koncerty i inne wydarzenia kulturalne. To już jedenasty wpis z cyklu „Krople Gdańska” na blogu. Ponieważ kocham moje miasto, to chcę Wam trochę je przybliżyć. W zamyśle są to artykuły opisujące najciekawsze miejsca i rzeczy w Gdańsku, warte zobaczenia czy odkrycia. Większość z nich nigdy nie znajdzie się w żadnym przewodniku, a wiele nie jest dobrze znanych nawet gdańszczanom. A niektóre są bardzo typowe – to dla tych, którzy dopiero odkrywają Gród nad Motławą. Część to rzeczy stare, inne dopiero co powstały. Część atrakcji jest dla całych rodzin, inne zaciekawią raczej dorosłych. To co, zwiedzamy Gdańsk razem? W ramach cyklu powstało do tej pory 10 artykułów: 1. Najlepsze place zabaw dla dzieci 2. Czy Jarmark Dominikański może się podobać? 3. Zimą nad morze? 4. Zbiornik Stara Orunia 5. Co zobaczyć z dzieckiem w Gdańsku? 15 najlepszych atrakcji 6. Najbardziej turystyczna trasa zwiedzania Gdańska z mapką i opisem 7. 10 ciekawostek o Muzeum Bursztynu w Gdańsku 8. Gdańskie zoo 9. Piwnica Romańska 10. Europejskie Centrum Solidarności. Oprócz tego na blogu znajdziecie jeszcze dwa inne artykuły o Gdańsku, które nie wchodzą w skład cyklu „Krople Gdańska”, gdyż powstały, zanim ten pomysł pojawił się w mojej głowie: o Wyspie Sobieszewskiej i fokach, o Zbiorniku Wody Kazimierz na Wyspie Sobieszewskiej i śluzie w Przegalinie. Co można zobaczyć w środku Dworu Artusa? Najbardziej imponująca jest oczywiście wielka sala w stylu gotyckim. Zachwyca ona swoją przestronnością, bogactwem dekoracji, pięknymi łukami i oczywiście słynnym piecem. To największy w Europie piec kaflowy, mający aż 10,6 metra wysokości, zdobiony ponad 500 kaflami przedstawiającymi wizerunki władców, herby miast i sceny mitologiczne. Podobno niektóre karykaturalne portrety nie bardzo podobały się współczesnym gdańszczanom. 😉 Wnętrze ozdobione jest rzeźbami, malowidłami i emblematami, które nawiązują do mitologii, religii, morskiej historii Gdańska i świata handlu. Z kolei rzeźby lwów, które strzegą herbu Gdańska, są symbolem siły i władzy. W wielkiej sali warto zadzierać głowę, bo wiele eksponatów i ciekawostek znajduje się wysoko, jak np. modele okrętów, które symbolizowały potęgę morską miasta. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające alegorie, sceny historyczne oraz portrety ważnych postaci związanych z Gdańskiem. A pod nimi znajdują się Ławy różnych bractw. Obok znajduje się mniejsza, skromniejsza sala z balkonem i fikuśnymi schodami. Znajdują się tam meble gdańskie, szczególnie szafy, ale też ławy, krzesła, stół. Zawsze mnie zachwyca, że kiedyś ludziom chciało się tak bardzo ozdabiać różne rzeczy. Dlatego lubię przyglądać się delikatnym szczegółom, które umykają na pierwszy rzut oka. Na najwyższej kondygnacji znajdziemy salę z wystawą obrazów przedstawiających Gdańsk. Spędziłam tam prawie tyle samo czasu, co na dole przyglądając się detalom i panoramom Gdańska z różnych okresów, próbując uchwycić, czego współcześnie już nie ma. W Dworze Artusa można obejrzeć także przedmioty związane z historią miasta, w tym broń, narzędzia oraz inne artefakty. Eksponaty te pokazują znaczenie Gdańska jako ważnego ośrodka handlowego w Europie. Trochę historii Dworu Artusa Historia Dworu Artusa w Gdańsku sięga średniowiecza, kiedy miejsce to pełniło kluczową rolę w życiu społecznym, gospodarczym i kulturalnym miasta. Dwór Artusa został wzniesiony w XIV wieku. Swoją nazwę wziął od legendy o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, którzy byli symbolem cnót rycerskich, lojalności i braterstwa. Takie cechy chcieli też przejawiać zamożni mieszkańcy Gdańska. Na początku dwór pełnił funkcję klubu towarzyskiego – spotykali się tu członkowie elity Gdańska ze szlacheckim pochodzeniem, aby omawiać interesy, wymieniać informacje i biesiadować. Później stał się siedzibą bractw kupieckich, zrzeszających bogatych kupców i rzemieślników. W XVI wieku, w okresie największego rozkwitu miasta jako ważnego portu i członka Hanzy, Dwór Artusa stał się symbolem prestiżu Gdańska. W tym czasie wnętrza zostały bogato ozdobione, a do budynku dodano elementy renesansowe i manieryczne. Podczas II wojny światowej Dwór Artusa, jak wiele budynków w Gdańsku, został poważnie zniszczony. Spłonęły m.in. dach i wiele cennych elementów wnętrza. Jednak po wojnie, w latach 50. XX wieku, Dwór Artusa został pieczołowicie odbudowany. Zrekonstruowano wówczas wiele detali, w tym piec kaflowy, modele statków oraz malowidła na ścianach. Informacje praktyczne Adres: Dwór Artusa ul. Długi Targ 43/44, Gdańsk Godziny otwarcia: poniedziałek, środa, piątek, sobota, niedziela: 10.00-16.00 środa: 10.00-18.00 wtorek: nieczynne Zwiedzanie może być również niedostępne w czasie istotnych dla miasta uroczystości i wydarzeń. Cennik (I 2025): Bilety: normalne – 25 zł ulgowe – 18 zł rodzinne (max. 2 dorosłych i 6 dzieci) – 67 zł Przewodnik (na życzenie do 9 osób) – 50 zł Przewodnik (na życzenie od 10 osób) – 100 zł Poniedziałek – wstęp wolny Ponadto bezpłatne wejście raz w roku przysługuje posiadaczom Gdańskiej Karty Mieszkańca. Czas zwiedzania: Od 30 do 60 minut. Dojście/dojazd: Do Dworu Artusa dojdziecie tylko na piechtę i dlatego musicie liczyć się ze spacerkiem. Najbliżej dojedziecie tramwajem lub autobusem do przystanku Brama Wyżynna i stamtąd przechodząc przez Złotą Bramę i ul. Długą dojdziecie po około 600 m do Dworu Artusa. Odrobinę dalej będzie od SKM-ki – przystanek Śródmieście. Samochodem ogólnie nie polecam, ale jeśli bardzo musicie to najbliższe parkingi kubaturowe (płatne) znajdziecie w Forum Gdańsk i przy ul. Okopowej oraz w strefie płatnego parkowania na ul. Szerokiej i w okolicach lub na Targu Węglowym. Pamiętajcie, że w ścisłym centrum Głównego Miasta jest Strefa Ograniczonej Dostępności, dlatego wjechać można tam tylko ze specjalnym identyfikatorem. Podsumowanie Trudno pominąć Dwór Artusa, zwiedzając Gdańsk. Wchodząc do tej jednej z najpiękniejszych kamienic, można poczuć klimat dawnego Gdańska, gdy miasto było jednym z najważniejszych portów na Bałtyku. Wnętrze przywołuje na myśl czasy świetności Hanzy i bogactwa kupieckiego. Zwiedzanie Dworu Artusa może być też sposobem na spędzenie czasu w Gdańsku, gdy pogoda płata figle. Może to być również fragment dłuższej trasy zwiedzania, którą proponowałam Wam tutaj. Ciekawa jestem czy lubicie odkrywać zabytkowe miejsca pełne historii i pięknych detali? Odwiedziliście Dwór Artusa? Jakie wywarł na Was wrażenie? A może macie już swoje ulubione zakątki w Gdańsku, które polecilibyście innym? Podzielcie się nimi w komentarzach!   [...] Read more...
Czytelnicze podsumowanie 2024 rokuCzytelnicze podsumowanie 2024 roku
2025-01-08Na początku każdego roku z radością siadam, by stworzyć czytelnicze podsumowanie – to już niemal moja mała tradycja. Uwielbiam ten moment refleksji, gdy mogę spojrzeć wstecz na książki, które towarzyszyły mi przez ostatnie miesiące. To nie tylko okazja, by przypomnieć sobie najpiękniejsze literackie odkrycia, ale także szansa na zauważenie, jak moje czytelnicze gusta ewoluowały i co mnie w danym roku szczególnie poruszyło. Samo tworzenie takiego zestawienia to dla mnie czysta przyjemność – jak rozmowa z przyjacielem o ulubionych historiach, bohaterach i refleksjach. Mam nadzieję, że moje czytelnicze podsumowanie 2024 roku będzie dla Was inspiracją, a może nawet zachętą do stworzenia własnego! Moje czytanie w 2024 roku przeszło wielkie przeobrażenie, ponieważ niemal połowę książek wcale nie przeczytałam, tylko przesłuchałam! To wielka zmiana, bo w poprzednich latach miałam najwyżej kilka audiobooków rocznie na swoim koncie i nie kryłam, że nie jest to mój ulubiony sposób na zapoznawanie się z książkami, choć z roku na rok coraz bardziej się do niego przekonywałam. Tym razem jednak zarówno czytanie, jak i słuchanie było na takich samych prawach. Cele z 2024 roku Czytelnicze cele na 2024 rok miałam trzy (możecie sprawdzić je tutaj): przeczytać 52 książki w rok, w tym 12 książek z różnych krajów świata, z których do tej pory jeszcze nic nie przeczytałam oraz sięgać po książki związane z moim regionem, czyli Gdańskiem i okolicami. Pierwszy cel zrealizowałam z małym naddatkiem, bo udało mi się przeczytać 53 książki. Gdzieś około września myślałam, że to się nie uda, ale zebrałam się w sobie i wyzwanie ukończyłam z sukcesem. Jeśli chodzi o drugi cel, to związany jest on z projektem na blogu „Czytelnicza podróż po świecie” i to w jego ramach czytam książki autorów z całego świata. W 2024 roku udało mi się ich przeczytać 3, czyli jedynie jedną czwartą tego co zakładałam, więc jestem trochę rozczarowana. Wśród przeczytanych w ubiegłym roku książek z nowych krajów były: Korea Południowa (nawet dwa tytuły: „Urodzona w 1982” i „Panna Kim wie” Cho Nam-Joo), Etiopia („Powrót do Missing” Abraham Verghese) i Samoa („Na dyżurze” Ineke Meredith). Oprócz tego przeczytałam również kilka książek z innych krajów niż z Polski, USA i Wielkiej Brytanii, np. mangę z Japonii „One week family” Yatsuhashi’ego, włoską powieść Francesci Giannone „Listonoszka z Apulii”, thriller z Austrii „Chciwość” Marca Elsberga oraz dwie powieści z serii „Utracone córki” pochodzącej z Nowej Zelandii Sorayi Lane. Wszystkie te książki dublują już jednak kraje, z których coś już czytałam, nie mają zatem wpływu na realizację projektu „Czytelnicza podróż po świecie”. Obecnie mam na koncie przeczytane 46 książek z różnych krajów świata, co stanowi 24% wszystkich państw. Na bieżąco możecie śledzić moje postępy w zakładce „Czytelnicza podróż po świecie”. Trzeci cel związany był z książkami związanymi z Gdańskiem lub okolicami. W 2024 roku przeczytałam 5 takich książek. Jedna z nich była jednak wyjątkowa, bo Gdańsk odgrywał w niej istotną, o ile nie pierwszoplanową rolę – była to „Kamienica Schopenhauerów” Anny Sakowicz. Książki z mojego regionu umieszczam w specjalnej zakładce na blogu „Gdańskie książki”, więc jeśli chcecie więcej inspiracji z tej tematyki, to zapraszam właśnie tam. Trochę statystyki Podobnie jak w poprzednich latach, w 2024 roku często odwiedzałam gdańskie biblioteki – wypożyczyłam z nich aż 25 tytułów. Tylko dwie książki przeczytałam z własnej półki. Przez cały rok nie kupiłam ani jednej, więc to raczej oczywiste, że rzadko sięgałam na własną półkę. Przeczytałam 27 książek papierowych i wysłuchałam 26 audiobooków – to mój absolutny rekord w tym zakresie. Do tej pory słuchałam książek jedynie okazjonalnie, a w 2024 roku robiłam to bardzo regularnie. Do słuchania audiobooków korzystałam z promocyjnych dostępów w kilku aplikacjach, np. Audioteka i Bookbeat. W prezencie dostałam też dostęp do 6 książek w aplikacji Empiku. Próbowałam też słuchać kilku książek na Youtube, ale mam wrażenie, że dostępne tam audiobooki nie są legalne, bo ich jakość jest zwykle fatalna: albo beznadziejny lektor, albo zapętlone rozdziały kilkukrotnie się powtarzające, albo problemy z powrotem do ostatnio przesłuchanego fragmentu. Ogólnie tego źródła nie polecam. W przeciwieństwie do 2023 roku w pierwszej połowie roku czytanie szło mi zdecydowanie gorzej. Do czerwca 2024 roku przeczytałam tylko 17 książek, w tym w marcu i w maju tylko po jednej. Najwięcej książek w miesiącu – dziewięć – przeczytałam/przesłuchałam w październiku, a siedem w sierpniu. Najgrubszym przeczytanym przeze mnie tomem była powieść historyczna „Świat bez końca” Kena Foleta, która miała aż 895 stron. To drugi tom serii o Kingsbridge (pierwszy przeczytałam rok wcześniej). Nieco cieńsza była etiopska powieść „Powrót do Missing” Abrahama Verghese, która liczyła sobie 751 stron. Ponadto było jeszcze pięć książek, które miały ponad 500 stron – to „Atlas. Historia Pa Salta” Lucindy Riley i Harry’ego Whittakera (671 stron), „Katharsis” Macieja Siembiedy” (574 strony), „Spotkamy się pod drzewem ombu” Santy Montefiori (560 stron), „Samotne wyprawy” Beaty Pawlikowskiej (542 strony) i „Tajemnice zamku” Lucindy Riley (512 stron). Najcieńszą przeczytaną w tym roku książką był zestaw opowiadań „Pewnego razu w Bieszczadach” Rafała Skowrońskiego (100 stron), a także reportaż Ryszarda Kapuścińskiego „Jeszcze dzień życia” (110 stron) o wojnie w Angoli. Łącznie w 2024 roku przeczytałam 20,1 tysięcy stron, co dało średnią grubość 378 stron na jedną książkę, czyli odrobinę więcej niż w zeszłym roku, gdy było to 368. Co czytałam w 2024 roku? Najwięcej, bo aż 36 przeczytałam powieści obyczajowych, w tym kilka powieści historycznych oraz 10 kryminałów lub thrillerów. Ponadto cztery reportaże, dwie książki o charakterze biograficznym i jeden poradnik podróżniczy. Wyszłam też poza swoją strefę komfortu, ponieważ przeczytałam jedną mangę „One week family”, a także jedną powieść graficzną (wcześniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje) – „Zabić drozda” Harpera Lee. To ostatnie to był przypadek, bo zamówiłam ją z biblioteki i nie zauważyłam, że drobnym drukiem był dopisek „powieść graficzna”. Ale jak już wypożyczyłam, to przeczytałam i była całkiem w porządku. Na grafice możecie zobaczyć kilka najważniejszych liczb z mojego czytelniczego podsumowania 2024 roku. Antypolecenia Podobnie, jak w poprzednich latach, w 2024 roku nie było zbyt wiele książek, które bym zdecydowanie odradzała, choć kilka takich się znalazło. Były to duże rozczarowania ze względu na autora, polecenia innych lub ze względu na … brak powieści w powieści! Jeśli zatem ich nie czytaliście i chcecie zaoszczędzić sobie frustracji, to raczej trzymajcie się od nich z daleka. Co zatem mnie najbardziej rozczarowało? „Kawiarenka pod Różą” Katarzyna Michalak Ta historia miała całkiem duży potencjał, bo poznajemy Amelię, która staje na progu starej kamienicy w małym miasteczku Zabajka. Jak się okazuje, dziewczyna cierpi na amnezję. W nowym miejscu poznaje kilka koleżanek i brata jednej z nich, wyprawia swoje urodziny i myśli o otworzeniu własnej kawiarni. I tyle! Książka ma ładną okładkę, zachęcający tytuł i prawie w ogóle treści! To około 180 przepisów na słodkości przerywane zalążkiem powieści, a może tylko początkiem opowiadania, bo treści do czytania jest tam naprawdę niewiele, a dalszy ciąg jest niby w drugim tomie. Ja zdecydowanie podziękuję, przepisy wolę poczytać sobie na odpowiednich blogach. 😉 Jeśli zatem wolicie czytać interesujące historie, a nie książkę kucharską, to zdecydowanie odradzam „Kawiarenkę pod Różą”. „Wpadka roku” Gabriela Gargaś To moja biblioteczna wpadka. Wzięłam ją bez żadnego researchu z półki i niestety zawiodłam się bardzo. Powieść przedstawia perypetie 42-letniej Tatiany, która po raz trzeci zostanie matką. Na dodatek jej starszy syn także zrobił niespodziankę i Tatiana ma zostać jednocześnie babcią. Na szczęście może liczyć na wsparcie przyjaciółki Darii. Niestety sposób przedstawienia tej historii, język, dialogi całkowicie mnie zawiodły. Ledwo dałam radę doczytać ją do końca. A szkoda, bo miałam nadzieję na lekką i przyjemną lekturę, a dostałam naprawdę słabe czytadło. „Jak oddech” Małgorzata Warda Lubię książki Małgorzaty Wardy, jednak „Jak oddech” zupełnie do mnie nie przemówiła. Męczyłam się z nią prawie dwa miesiące. Porusza trudny, ale ważny temat zaginięć i poszukiwań osób oraz tragedii ich rodzin. Dla mnie było tu za dużo ezoteryki, nie mogłam się w tym odnaleźć. Również zakończenie było niesatysfakcjonujące, a całość po prostu dość nudna. I mimo że akcja powieści dzieje się w Trójmieście, to nie polecam, nie zachęcam i szybko zapominam. „Narzeczona z second-handu” Agata Bizuk „Narzeczona z second-handu” trochę przypomina mi „Wpadkę roku” – w sensie jest tak samo infantylnie i beznadziejnie. Mąż zdradza żonę, ona chce się trochę zemścić, więc znajduje sobie świetnego faceta. Mąż jest jakby nieco zazdrosny. W międzyczasie Michalina awansuje na redaktor naczelną lokalnej plotkarskiej gazety. Historia jakich wiele, ale tu ciągle i wszędzie toniemy w wymiotach i innych odchodach. Główna bohaterka ciągle posługuje się zwrotem „Ja piep**ę”, co w pewnym momencie staje się mega irytujące. Ciągle na kogoś się obraża o głupoty, ma problem ze zrozumieniem drugiej osoby. Jest egocentryczna i zdecydowanie nie daje się lubić, choć nie jest to wyznacznik dobrej czy złej książki. Zresztą inni bohaterowie są podobni, przerysowani, a kolejne problemy coraz bardziej wydumane. Zatem szczerze nie polecam. Moje TOP 10 Podobnie jak w poprzednim roku dobrych książek w 2024 roku przeczytałam całkiem sporo, ale nie mam swojego absolutnego faworyta. Zestawiłam je w konkretnej kolejności, choć TOP 10 odzwierciedla raczej mój chwilowy, obecny nastrój, a nie konkretne wrażenia z lektury. Wszystkie one są dla mnie wyśmienite i godne polecenia. Dobre były absolutne pewniaki, czyli książki moich ulubionych autorów, ale także niektóre reportaże. Może znajdziesz wśród nich coś dla siebie? 1. „Wszystko za Everest” Jon Krakauer Klimaty wspinaczkowe są mi zupełnie obce, a jednak ten reportaż wręcz pochłonęłam! „Wszystko za Everest” Jona Krakauera to relacja dziennikarza z komercyjnego wejścia na najwyższą górę świata w 1996 roku. W czasie tej wspinaczki zerwała się burza i doszło do tragedii – zginęło 8 osób. Książka jest świetnie napisana, pozwala wczuć się w klimat wysokich gór, aklimatyzacji, zimna i morderczej wspinaczki w górę i w dół. I coraz rzadszego powietrza, które nie tylko utrudniało oddychanie, ale mogło powodować obrzęk płuc i mózgu, a w najwyższych partiach nawet zaburzenia pamięci i świadomości. Jednak najważniejsze są emocje, które przeżywał autor – najpierw ekscytacji i niepewności w miarę zbliżania się do szczytu, potem niewyobrażalnego zmęczenia, a na koniec syndromu ocaleńca. Reportaż ma też charakter polemiki z innymi uczestnikami wyprawy, bo nie sposób uciec od dociekań, kto zawinił tej tragedii. Naprawdę świetnie napisany i godny polecenia reportaż. 2. „Zaginione arabskie księżniczki” Marcin Margielewski Po którą książkę Marcina Margielewskiego bym nie sięgnęła, to zawsze jest świetnie. I niestety przerażająco. „Zaginione arabskie księżniczki” to próba zachowania pamięci o kobietach z Arabii Saudyjskiej, które za najdrobniejsze nieposłuszeństwo, a czasami tylko za domniemany błąd mogą zniknąć – dosłownie. I to kobiety z wyższych sfer, prawdziwe arabskie księżniczki. Gdy próbują się buntować przeciwko nieograniczonej władzy mężczyzn, giną bez śladu. Zakazane jest wówczas nawet wspominanie o tym, że taka osoba w ogóle istniała. Autor spisał wspomnienia człowieka, który służył w saudyjskich pałacach, oczywiście nie kobietom, bo do tych nie może zbliżyć się żaden mężczyzna niebędący bliską rodziną. Jednak widział, jak traktowane były córki, siostry, żony, a nawet matki swoich „panów”. Każda kolejna historia łamie serce. Wydaje nam się nieprawdopodobne, że w XXI wieku takie rzeczy nadal się dzieją! I chociaż z pozoru księżniczki mają wszystko, de facto są więźniami tego arabskiego systemu, który religią i troską jest w stanie wytłumaczyć każdą męską zbrodnię. To mocny reportaż, więc polecam go tylko osobom o mocnych nerwach, bo tu z każdej kartki wychodzi zło, kłamstwo, sadyzm i zbrodnia. 3. „Urobieni. Reportaże o pracy” Marek Szymaniak I kolejny świetny reportaż. „Urobieni. Reportaże o pracy” Marka Szymaniaka to nie jest łatwa lektura. Ciężko się czyta o wyzysku lub wręcz niewolniczej pracy w Polsce. I nie w zamierzchłych czasach, ale obecnie. Gdy człowiek sobie uświadamia, że takie traktowanie pracowników nadal ma miejsce jest przerażony. Bo godna praca i godziwa płaca wydają się oczywistym prawem człowieka, a okazuje się, że wcale tak nie jest. Opisanych ludzi i zdarzeń jest tu sporo, ale chyba najbardziej przeraziły mnie dwa: fabryka Toyoty i prywatny przedsiębiorca mający się za zbawiciela dla wykorzystywanych przez siebie pracowników. Wspomniana fabryka to wręcz niewolniczy obóz pracy, gdzie trudno nawet wyjść do toalety. Jednak te nieludzkie zasady w większości są dziełem polskich kierowników, a nie japońskich właścicieli. Smutna i przygnębiające to lektura, ale też uświadamia, że posiadanie dobrej pracy należy doceniać. Bardzo polecam te reportaże, bo na wiele spraw otwierają oczy. 4. „Kim Jiyoung. Urodzona w 1982” Cho Nam-Joo „Kim Jiyoung. Urodzona w 1982” południowokoreańskiej autorki Cho Nam-Joo to przejmujące studium życia kobiet w Korei Południowej w XXI wieku. Wydawałoby się, że w takim rozwiniętym kraju życie kobiet nie jest gorsze od mężczyzn. Tymczasem od najmłodszych lat nadal traktowane są one zupełnie inaczej. Mimo że często mają lepsze wykształcenie niż mężczyźni, to nawet po studiach bardzo trudno znaleźć im pracę. A gdy zdecydują się na dziecko, to najczęściej muszą z tej pracy zrezygnować. Odczuwają niesamowitą presję w pracy i ze strony rodziny. Nie wiem, czy dałabym radę żyć tak, jak młode Koreanki. 🙁 Książka (właściwie audiobook) bardzo mnie poruszyła, a poznanie warunków życia, i to współczesnych, innego kraju bardzo rozszerza horyzonty. 5. „Atlas. Historia Pa Salta” Lucinda Riley i Harry Whittaker Długo czekałam na przeczytanie ostatniej części cyklu o siedmiu siostrach, co spowodowało, że niektóre historie sióstr już trochę zbladły w mojej pamięci, a szczegóły i imiona się zatarły, więc chwilami nie w pełni nadążałam za akcją ;). „Atlas. Historia Pa Salta” spełniła jednak moje oczekiwania i potwierdziła podejrzenia odnośnie głównego bohatera, oczywiście tylko te współczesne. Cała historia jest naprawdę niesamowita, choć też bardzo raniąca. Polecam cały cykl, ale historia Atlasa jest cudowną wisienką na torcie, która spaja całość. Gdy usłyszałam o śmierci autorki Lucindy Riley, to byłam przerażona, że już nigdy nie poznamy tajemnic Pa Salta. Więc ogromnie się ucieszyłam, że jej syn ma dokończyć ten ostatni tom. I prawdę mówiąc, nie czuję różnicy w stylu pisania pomiędzy tym ostatnim tomem a poprzednimi. 6. „Tajemnice zamku” Lucinda Riley Ewidentnie mam słabość do książek Lucindy Riley. I to nie tylko do serii o siedmiu siostrach. Tym razem przenosimy się do starego zamku na południu Francji. Poznajemy historię rodziny i jej zaginionych członków. Akcja toczy się dwutorowo: współcześnie i w czasie II wojny światowej i bardzo mnie wciągnęła. Zresztą jak we wszystkich książkach tej autorki. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po żadną inną powieść Lucindy Riley poza słynną serią, to polecam, bo każda to prawdziwa perełka! 7. „Kołysanka” Maciej Siembieda Uwielbiam książki Macieja Siembiedy, bo zawsze niosą w sobie fascynującą tajemnicę. Te zagadki pobudzają szare komórki, wzbudzają ciekawość i silną chęć odwiedzenia wszystkich miejsc, w których dzieje się akcja danej książki. I dokładnie tak samo było tym razem. Czytając „Kołysankę” przenosiłam się w wyobraźni do pałacu naszego polskiego Kopciuszka i dumałam, kto był autorem tej zaginionej melodii. A i współczesne tajemnice pani radnej również były bardzo ciekawe. 8. „Katharsis” Maciej Siembieda „Katharsis” Macieja Siembiedy to rewelacyjna saga ciągnąca się od czasów II wojny światowej aż do początku lat 90., od Salonik przez Gdynię do Kletna. Tak się złożyło, że prawie wszystkie miejsca z książki są mi znane, a w kopalni uranu w Kletnie byłam nawet w 2024 roku. Bo uran odgrywa ważną rolę w tej powieści. Jednak najważniejsza jest grecka rodzina, która po wojnie przybywa do Polski i tu osiada. Co ona może mieć wspólnego z gdyńskimi przemytnikami? Losy splatają ze sobą ludzi w zadziwiający sposób. Jeśli znacie prozę autora, to wiecie, że znajdziecie tu trochę sensacji, trochę historii, rodzinnych tajemnic, a przede wszystkim wartką akcję, która cały czas trzymała w napięciu! Jeszcze lepsza wiadomość jest taka, że to dopiero pierwszy tom z trylogii (na razie udało mi się przeczytać dwa). 9. „Świat bez końca” Ken Folet „Świat bez końca” to drugi tom cyklu Kena Folletta o katedrze i mieście Kingsbridge w średniowiecznej Anglii. Ta fantastyczna epicka powieść ma niemal 900 stron, ale ze względu na całkiem wartką akcję i liczne zwroty, a do tego wyrazistych bohaterów czytało się ją bardzo dobrze. W tej powieści przenosimy się do Anglii na początek XIV wieku, gdzie Europę zaczyna dziesiątkować czarna zaraza, czyli dżuma. Fascynujące jest dowiadywanie się, jak w tamtych czasach rozwijała się medycyna, handel, budownictwo, stosunki feudalne i jak zmieniało się społeczeństwo. A w to wszystko wplecione zostały losy kilku bohaterów, będących potomkami rodzin z pierwszego tomu „Filary ziemi”. Polecam wszystkim miłośnikom epickich powieści, średniowiecznej Anglii i niebojących się kilkusetstronicowych historii! 10. „13 powodów” Jay Asher „13 powodów” Jaya Ashera to właściwie studium depresji. Razem z bohaterami słuchamy taśm z nagraniami nastolatki, która popełniła samobójstwo. Na tych taśmach wskazuje osoby i sytuacje, które doprowadziły ją do takiego kroku. Strasznie ciężka jest ta książka, ale pozwala zrozumieć, do czego mogą doprowadzić osobę cierpiącą na depresję nawet drobne nieprzyjemności. I jak łatwo pominąć wysyłane przez nią sygnały. Obejrzałam też serial na Netflixie nakręcony na podstawie tej powieści, ale nie bardzo mi się podobał. Książkę na Instagramie też nie oceniłam najwyżej, ale bardzo zapadła mi ona w pamięć, dlatego umieściłam ją w tym zestawieniu.   Czytelnicze cele na 2025 rok 2025 rok będzie kolejnym rokiem, gdzie będę chciała przeczytać 52 książki. To wyzwanie motywuje mnie do działania i przypomina, że oprócz seriali na Netflixie czy internetu są lepsze sposoby na relaks. Czuję po prostu, że książki są dla mnie bardziej rozwojowe. Chcę też bardziej skupić się na moim projekcie „Czytelnicza podróż po świecie”, żeby poznać kolejne 12 nowych krajów z całego świata, z których jeszcze nie czytałam żadnej lektury. Chętnie będę też sięgać po książki z mojego najbliższego regionu, czyli z Gdańska i okolic, ale bez konkretnej liczby. A na koniec chciałbym zapytać Was – jak wypadł Wasz 2024 rok pod względem czytelniczym? Czy odkryliście książki, które szczególnie zapadły Wam w pamięć? A może macie swoje plany czytelnicze na 2025 rok? Koniecznie podzielcie się nimi i swoimi osiągnięciami w komentarzach – bardzo chętnie poznam Wasze historie i inspiracje! [...] Read more...

kroplamorzaczyta

Wszystkie 70 książek przeczytanych/przesłuchaniach Wszystkie 70 książek przeczytanych/przesłuchaniach w 2025 roku w jednej rolce - mniej niż 1,5 minuty!

📘📙📗

#52książkiw52tygodnie #bookstagrampl #podsumowanieczytelnicze #2025
68-70 ⭐⭐⭐⭐/5 Ostatnim tomem tej sagi zamknęłam 20 68-70 ⭐⭐⭐⭐/5

Ostatnim tomem tej sagi zamknęłam 2025 rok. Ogólnie na koncie mam 70 przyswojonych tytułów, przy czym większość to audiobooki, ale o tym może innym razem.

📚

„Saga niewoli” Aldony Wleklak – trzy tomy, które czyta się jak lekcję historii zapisanej w losach zwykłych ludzi.

Akcja sagi rozgrywa się w Radomicku w Wielkopolsce, najpierw pod zaborem pruskim, w świecie, w którym Polski nie ma na mapach, ale trwa ona w mowie, tradycji i codziennym uporze mieszkańców wsi. To właśnie tu splatają się losy Anny – Niemki i Jakuba – Polaka, pochodzących z tej samej wioski, którzy pobrali się wbrew woli obu rodzin. Ich małżeństwo od początku jest naznaczone napięciem narodowym i nieufnością sąsiadów, a jednocześnie staje się symbolem tego, jak prywatne życie wplata się w wielką historię.

Później przychodzi czas wojny, a następnie trudne powojnie, gdy upragniona wolność szybko okazuje się kolejną formą zniewolenia. Autorka z niezwykłą uważnością pokazuje, jak wielkie wydarzenia polityczne wpływają na losy jednej rodziny – na decyzje, lęki i codzienną walkę o przetrwanie.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że Anna i Jakub mają liczne potomstwo – dzieci stają się dla nich pociechą, siłą i oparciem, a zarazem nośnikiem pamięci i ciągłości, tak ważnej w czasach, gdy wszystko wokół próbuje ją zniszczyć. Wieś pokazana jest tu od środka: ciężka praca, rytm natury, lokalne konflikty i solidarność tworzą tło, na którym historia nabiera bardzo ludzkiego wymiaru.

To saga, która daje dużą przyjemność czytelniczą i jednocześnie pozwala lepiej zrozumieć przeszłość – szczególnie tę widzianą z perspektywy wsi i zwykłych rodzin, a nie wielkich nazwisk z podręczników.

Czy takie historie, opowiedziane przez losy jednej rodziny z konkretnego miejsca, przemawiają do Was bardziej niż „wielka” historia pisana z perspektywy elit? 💬

📘📙📗

#saganiewoli #aldonawleklak
#bookstagrampl #audiobook
67/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 🧠 „Bebechy, czyli ciało człowieka p 67/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

🧠 „Bebechy, czyli ciało człowieka pod lupą” Adama Mirka to jedna z tych książek, które zarażają ciekawością – i to od pierwszych minut słuchania. Tak, słuchania, bo w moim przypadku była to tylko wersja audio… i właśnie tego trochę żałuję.

👁️ Adam Mirek z pasją i humorem rozkłada ludzkie ciało na czynniki pierwsze: tłumaczy, dlaczego żołądek nie trawi sam siebie, po co nam śluz, czemu krew jest czerwona, jak naprawdę działa mózg, jelita i płuca, a przy okazji obala popularne mity. Wszystko podane językiem przystępnym, bez infantylizowania, ale z wyraźnym ukłonem w stronę młodszych czytelników. Niektóre fragmenty mogą się wydawać nieco obrzydliwe, ale niech Was to nie zraża, w końcu to tylko nasze ciało. 🤮

💩 To zdecydowanie książka dla młodzieży – idealna dla nastolatków ciekawych świata i własnego ciała – ale dorośli też wyniosą z niej zaskakująco dużo. Choćby uporządkowanie wiedzy, którą gdzieś się kiedyś słyszało, albo zwykłą radość z odkrywania, jak sprytnie jesteśmy skonstruowani.

🎧 Audiobook ma świetną oprawę dźwiękową i dobrą narrację, ale nie będę ukrywać: trochę boli, że to nie papier. Podobno wydanie drukowane ma fantastyczne ilustracje, które jeszcze lepiej tłumaczą to, co dzieje się w naszych bebechach – i czuję, że sporo mnie ominęło.

🧐 Dla mnie to jedna z tych książek popularnonaukowych, które powinny trafić do szkolnych plecaków… i na półki dorosłych. A Wy jak sądzicie? Czy nie jest trochę zbyt obrzydliwa? 

📘📗📙

#bebechy #adammirek #audiobook #bookstagrampl #książkadlamłodzieży
66/52 ⭐⭐⭐/5 "Zaklinaczka motyli” Agnieszki Stec-K 66/52 ⭐⭐⭐/5

"Zaklinaczka motyli” Agnieszki Stec-Kotasińskiej to powieść, w której poznajemy Igę, która po śmierci męża, próbuje poukładać sobie życie z dala od dotychczasowego życia. Tam jej sąsiadem okazuje się być znany radiowiec. 
Książka ma momenty poruszające i wyraźnie emocjonalne, jednak dialogi często brzmią nienaturalnie, a kolejne zbiegi okoliczności bywają zbyt wygodne fabularnie, przez co trudno w pełni uwierzyć w tę historię. Czyta się ją dość szybko, jak większość tego typu literatury.

Jak Wy ją odebraliście – wciągnęła Was ta historia, czy jednak taka do szybkiego zapomnienia?

📘📗📙

#zaklinaczkamotyli #bookstagrampl #audiobook #storytel #literaturakobieca
64 i 65/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 W zeszłym roku udało mi się ró 64 i 65/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

W zeszłym roku udało mi się również przeczytać dwa argentyńskie kryminały Cristiana Perfumo, które świetnie wpisują się w mój projekt #czytelniczapodróżpoświecie 

Patagonia w książce "Zbrodnie na lodowcu” jest nie tylko tłem, ale pełnoprawnym bohaterem tej historii. Największy argentyński lodowiec Perito Moreno, izolacja, zimno i poczucie, że natura nie wybacza błędów – w takich warunkach dochodzi do zbrodni, która szybko okazuje się mieć głębsze korzenie, sięgające wiele lat wstecz. Śledztwo prowadzone jest niespiesznie, z dużą uważnością na psychologię postaci i lokalny kontekst, a argentyńskie realia dodają całości autentyczności.

„W Patagonii człowiek szybko rozumie, jak bardzo jest mały.”

To kryminał klimatyczny, gęsty od napięcia i świetnie osadzony w miejscu, które autor zna od podszewki.

W „Kolekcjonerze strzał” autor sięga po mroczniejszy motyw: mordercę, który zabija dla indiańskich gotów strzał. Śledztwo prowadzi znana z poprzedniej książki Laura Badia. Fabuła stopniowo odsłania przeszłość bohaterów, w której trauma i poczucie winy odgrywają kluczową rolę. To kryminał bardziej dynamiczny, z wyraźnie zarysowanym napięciem i finałem, który domyka historię w przemyślany sposób.

Czytaliście już coś Perfumo i macie swojego faworyta, czy dopiero planujecie odkryć argentyńskie kryminały?

📙📗📘

#zbrodnienalodowcu #kolekcjonerstrzał #cristianperfumo #argentyna
62 i 63/52 ⭐⭐⭐/5 „Śmierć plotkary” i „Śmierć łajd 62 i 63/52 ⭐⭐⭐/5

„Śmierć plotkary” i „Śmierć łajdaka” to dwa pierwsze tomy serii M. C. Beaton o posterunkowym Hamishu Macbeth w Szkocji. W pierwszej mamy morderstwo w trakcie kursu wędkarskiego i dziennikarkę, która zbyt gorliwie grzebała w cudzych sprawach, w drugiej – znienawidzonego przez całą okolicę angielskiego „gościa”, który ginie podczas rywalizacji w czasie polowania na głuszce. Hamish jak zwykle obserwuje więcej, niż mówi, woli słuchać ludzi niż procedur, a Lochdubh znów okazuje się miejscem, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą… albo tak im się wydaje.

To kryminały bardzo „miękkie”: fabuła jest przewidywalna, postacie raczej szkicowe, a humor bywa subtelny, ale bez błysku. Idealne na reset głowy, mniej – jeśli szuka się intrygi, która naprawdę wciąga.

Prawdę mówiąc liczyłam na więcej, gdyż pamiętam serię z Agatą Raisin, która była całkiem zabawna i wciągająca, natomiast ta seria mnie nie zaintrygowała na tyle, abym chciała ją kontynuować. 

A jak Wam podoba się seria z Hamishem Macbethem?

📙📗📘

#hamishmacbeth #mcbeaton #kryminał #audiobook #bookstagrampl
60 i 61/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 Nadrabiam jeszcze zaległości z 60 i 61/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

Nadrabiam jeszcze zaległości z zeszłego roku. 

Zanurzyłam się w dwóch medycznych thrillerach Michaela Palmera i było to niezły powiew świeżości po ostatnich książkach obyczajowych i historycznych. W obu książkach znalazłam coś, co trzymało mnie przy nich w napięciu.

W „Efektach ubocznych” główna bohaterka, patolog Kate Bennet, odkrywa przerażające powiązania między serią dziwnych zgonów a nielegalnymi testami leków wielkiego koncernu. To intryga, która łączy medyczne śledztwo z osobistym koszmarem – i mocno daje do myślenia o granicach etyki w farmacji. 

W „Ostrym dyżurze” lekarz Abby Dolan mierzy się z niewyjaśnioną epidemią, która zaczyna wyglądać jak skutek działań potężnej korporacji Colstar. Autor dobrze oddaje realia szpitalnej pracy i napięcie codziennych decyzji, a momentami trafiają się naprawdę mocne obserwacje: „Udana reanimacja jest sukcesem wszystkich. Ale niepowodzenia najczęściej zostawia się lekarzowi…” – to zdanie dobrze oddaje ciężar odpowiedzialności, która wisi nad bohaterami. 

Obie powieści to klasyczne thrillery medyczne z galerią postaci walczących nie tylko z chorobami, ale też z systemem i własnymi wątpliwościami. Nie każda zagadka jest całkowicie zaskakująca, ale atmosfera labiryntu szpitalnych korytarzy i korporacyjnych sekretów działa.

💬 A Wy lubicie thrillery medyczne?

📗📙📘

#efektyuboczne #ostrydyżur #michaelpalmer #thrillermedyczny #bookstagrampl
57-59/52 „Japonka” ⭐⭐⭐⭐⭐/5 „Niemka” ⭐⭐⭐⭐/5 „Amery 57-59/52 
„Japonka” ⭐⭐⭐⭐⭐/5
„Niemka” ⭐⭐⭐⭐/5
„Amerykanka” ⭐⭐⭐/5

Przeczytałam trzy powieści Wojciecha Dutki i choć każda z nich ma inny rytm i lokalizację, łączy je jedno — wojenna rzeczywistość widziana oczami kobiet, które nie godzą się być tylko biernymi obserwatorkami historii. To historie mocne, pełne dylematów, wyborów i szczegółów, które naprawdę poszerzają wiedzę o II wojnie światowej i jej konsekwencjach.

W „Japonce” główna bohaterka Barbara Prażmowska zostaje rzucona przez los daleko od domu — od Japonii i Singapuru przez inne kraje Dalekiego Wschodu — w ślad za zaginionym śladem życia i miłości, w świecie, w którym zderza się kultura i wojna. To opowieść o determinacji i szukaniu prawdy, choć niektóre decyzje głównej bohaterki wydają się być zaskakujące. Tę powieść czytałam jako pierwszą i to ona podobała mi się najbardziej. 

W „Niemce” Dutka prowadzi nas przez dramat podwójnej tożsamości Magdaleny Pohl, Polki z niemieckimi korzeniami, która musi pogodzić swoje uczucia, obowiązki wobec kraju i lojalności wobec przyjaciół. Jej historia to nie tylko wojna, ale także walka o to, kim się jest i komu można zaufać: „Mam przeklęte polskie serce i nie potrafię go z siebie wyrwać” — to motto Magdy, które mocno rezonuje przez całą powieść. I pokazuje, jak trudne wybory musieli podejmować niektórzy. 

W „Amerykance” poznajemy Jane Coulfield, która zaczyna od studiów i fascynacji europejską filozofią, a kończy w piekle obozu Jasenovac na terenie Jugosławii, gdzie staje oko w oko z niespodziewanym złem. Prawdę mówiąc pierwszy raz słyszałam o tym obozie koncentracyjnym, mimo że znajdował się w Europie. Z tych trzech bohaterek, to właśnie Jane rozumiałam najmniej, bo jej decyzje były dla mnie wręcz nierozsądne. 

Te trzy powieści to nie tylko wojenne narracje, ale też lekcje o człowieczeństwie, moralności i cenie, jaką płacimy za to, kim jesteśmy. Każda z bohaterek wychodzi poza stereotypowe role, jakie zwykle przypisuje się kobietom w literaturze historycznej, i zostawia w czytelniku pytanie: czy na ich miejscu potrafilibyśmy postąpić inaczej?

💬 Która z tych bohaterek Waszym zdaniem najpełniej ukazuje siłę w obliczu wojny — Barbara, Magda czy Jane — i dlaczego?
56/52 ⭐⭐⭐⭐/5 "Elbin-Elbląg. Na zakręcie historii" 56/52 ⭐⭐⭐⭐/5

"Elbin-Elbląg. Na zakręcie historii" Wiktora Hajdenrajcha to powieść z czasów przed- i wojennych, o których dowiadujemy się z pamiętnika młodej Niemki Annelore Heike Stolzig. Opisuje ona swoją codzienność, fascynacje, otaczających jej ludzi aż do momentu ucieczki z miasta w 1945 roku.

Mamy też warstwę współczesną, bo Annelore wraz z bratem przyjechała do Elbląga w latach 70-tych, aby odzyskać swój pamiętnik. W ten sposób poznajemy polską rodzinę z seniorką rodu Anną, zajmującą obecnie mieszkanie, w którym wcześniej mieszkała Annelore.

Historia jest ciekawa i pozwala spojrzeć na  historię z innej strony. Niemniej całość była w wielu miejscach irytująca, szczególnie pamiętniki głównej bohaterki, która miała ambicje pisarskie. Jednak styl pisania, czy sposób myślenia młodej dziewczyny w wieli miejscach był zaskakująco słaby i mało autentyczny. A już ilość użytego słowa "pończoszki" jest wręcz absurdalna.

Niemniej to ciekawa lektura, do spokojnego czytania i poznawania zarówno historii, jak i losów bohaterów. Choć nie znajdziecie tu prostych odpowiedzi na zawiłości przeszłości.

A jak Wam się podobała?

📘📙📗

#elbinelbląg #wiktorhajdenrajch #bookstagrampl #powieśćhistoryczna #audiobook
55/52 ⭐⭐⭐/5 🕰️ Grzegorz Kozera w „Ostatnim zadan 55/52 ⭐⭐⭐/5 

🕰️ Grzegorz Kozera w „Ostatnim zadaniu” sięga po temat powojennego podziemia niepodległościowego i ostatnich akcji żołnierzy wyklętych, skupiając się na dramatycznym napięciu między rozkazem, lojalnością a zwyczajnym zmęczeniem walką.

⚖️ To powieść raczej stonowana niż sensacyjna – więcej tu wewnętrznych rozterek bohaterów niż dynamicznej akcji. Doceniam próbę pokazania moralnej niejednoznaczności tamtych wyborów, choć momentami narracja bywa nierówna. 

❌ Zostaje jednak sens tej historii, dobrze oddany w zdaniu: „Najtrudniejsze zadania zaczynają się wtedy, gdy wojna już się skończyła”. 

❓Dla mnie to solidna, choć raczej nie pozostająca na dłużej w sercu lektura. Jak myślicie - czy w takich historiach ważniejsza jest ocena bohaterów, czy próba zrozumienia ich wyborów?

📘📗📙

#ostatniezadanie #grzegorzkozera #bookstagrampl #audiobook #storytel
53 i 54/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 "Wiatr od morza. Sztorm” i „Wi 53 i 54/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

"Wiatr od morza. Sztorm” i „Wiatr od morza. Sztil” Magdaleny Witkiewicz przeczytałam jak jedną, pulsującą opowieść o Gdańsku zaczynającą się w latach 80-tych.

🌊 Poznajemy grupkę licealistów z gdańskiego Przymorza. W "Sztormie" autorka wrzuca bohaterów w sam środek emocjonalnego chaosu: są rodzinne tajemnice, trudne wybory, zabawa i polityka, która staje się istotną częścią ich życia, a nie tylko tłem. I powracające pytanie, czy da się uciec od przeszłości?

💧 "Sztil" przynosi wyciszenie - bohaterowie są już dorośli, poukładali sobie życie, ale tajemnice z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. 
Dla mnie to była ogromnie satysfakcjonująca, mądra lektura o relacjach i dojrzewaniu do prawdy.

❓A jak Wam podobał się sztorm emocji, który zafundowała nam autorka?

📙📗📘

#wiatrodmorzasztorm #wiatrodmorzasztil #magdalenawitkiewicz #audiobook #bookstagrampl
52/52 ⭐⭐⭐⭐/5 ⛰️ "Czapkins. Historia Tomka Mackie 52/52 ⭐⭐⭐⭐/5 

⛰️ "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza” Dominika Szczepańskiego to dla mnie książka, która zostawia mieszane uczucia — z jednej strony fascynuje odwagą i determinacją bohatera, z drugiej potrafi uwierać świadomością kosztów, jakie za jego wolność ponieśli bliscy.

🧭 To interesujący portret człowieka, który całe życie „niemożliwe zmieniał w realne”, chcąc zdobyć Nanga Parbat na własnych zasadach, bez sponsorów i rozgłosu — i w tym cytacie słychać to jego nieugięte „ja” wymalowane na każdej stronie: „Z kolesia, z którego wszyscy się śmieli, został kolesiem, który wszedł na Nangę”. 

🥾 Szczepański podąża tropem Mackiewicza od dzieciństwa, przez przeszłość pełną nałogów, pierwsze górskie wyprawy, aż po dramatyczne godziny w bazie pod Nanga Parbat, przywołując głosy jego żony, przyjaciół i Élisabeth Revol, która była z nim w ostatniej, tragicznej wyprawie. 

❄️ To także opowieść o miłości i samotności, o tym jak pasja i pragnienie wolności mogą inspirować, ale też krzywdzić najbliższych.

❓Czytając o Czapkinsie trudno wyrobić sobie jednoznaczną opinię — podziwiam ogrom jego marzeń i siłę charakteru, ale nie mogę pozbyć się pytania: czy dążenie do absolutnej wolności usprawiedliwiało lekceważenie bólu, który zostawił za sobą? Co o tym myślicie? 📚⛰️

📘📗📙

#czapkins #czapkinshistoriatomkamackiewicza #audiobook #bookstagrampl #biografia
49-51/52 ⭐⭐⭐/5 📖 Lubię książki Kristin Hannah, ch 49-51/52 ⭐⭐⭐/5

📖 Lubię książki Kristin Hannah, choć tylko nieliczne z nich pozostają ze mną na dłużej. I podobnie jest ze „Zdarzyło się nad jeziorem Mystic”, „Pomiędzy siostrami” i „Rzeczy, które czynimy z miłości”. To historie mocno osadzone w emocjach, ale też bardzo codzienne. Jednak ich treść bardzo szybko mi umykała.

W Jeziorze Mystic najciekawsze było dla mnie powolne dochodzenie bohaterki do siebie po utracie dotychczasowego życia – bez fajerwerków, raczej przez ciszę, naturę i samotność.

"Pomiędzy siostrami" trafnie pokazuje trudną, nierówną relację sióstr, w której miłość miesza się z żalem i poczuciem niesprawiedliwości, choć fabularnie łatwo przewidzieć, dokąd to zmierza.

Z kolei "Rzeczy, które czynimy z miłości" poruszają temat granic poświęcenia i decyzji podejmowanych „w dobrej wierze”, ale z konsekwencjami, które długo ciążą bohaterom.

Słuchało mi się wszystkich trzech historii dobrze, momentami nawet bardzo, ale potem niewiele scen zostało ze mną na dłużej – bardziej pamiętam emocjonalny ton niż konkretne obrazy. I chyba właśnie takie są te powieści: przyjemne w trakcie, spokojne, lecz mało zostające w pamięci.

❓A Wy co myślicie o tych trzech książkach Kristin Hannah? Zostały one z Wami na dłużej, czy raczej do szybkiego zapomnienia? 📚

📙📗📘
#zdarzyłosięnadjezioremmystic
#pomiędzysiostrami
#rzeczyktóreczynimyzmiłości #kristinhannah #bookstagrampl
42-48/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 O pierwszym tomie już wcześniej 42-48/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

O pierwszym tomie już wcześniej tu pisałam, więc do statystyk zaliczam kolejne 7 tomów. Gdybym oceniała każdy tom z osobna, to byłyby takie, które dostały by ode mnie 4 gwiazdki, ale całość jest dla mnie na 5!

Mimo że Kaszuby jako region znam całkiem dobrze, to jego historii właściwie nie znałam. A z tej sagi naprawdę dużo się dowiedziałam, bo mimo, że powieści są fikcją literacką, to wpleciona ona jest w prawdziwe wydarzenia.

Jeśli ktoś lubi sagi, a do tego Kaszuby, to na pewno będzie zachwycony. Polecam!

#sagakaszubska #bookstagrampl #kaszuby #saga #dariakaszubowska
40 i 41/52 obie ⭐⭐⭐⭐/5 #audiobook #chorwacja #mac 40 i 41/52 obie ⭐⭐⭐⭐/5

#audiobook #chorwacja #macedonia #bookstagrampl #bałkany
39/52 ⭐⭐⭐/5 📚 „Pod naszym niebem” Sylwii Kubik to 39/52 ⭐⭐⭐/5

📚 „Pod naszym niebem” Sylwii Kubik to powieść obyczajowa, w której autorka porusza wiele trudnych tematów. Akcja umiejscowiona jest w Brzozówce na Powiślu.

🏡 Tu poznajemy Karolinę — radną, której nie daje spokoju pomysł doktora Macieja na nowy biznes w ich spokojnej wiosce, Hanię z wiecznie narzekającą teściową i milczącym synem oraz Monikę, która wraca do Brzozówki z bólem starych wspomnień.

🎧 W tle pulsują echa II wojny światowej, a troski dnia codziennego — od wcześniactwa i niepełnosprawności po konflikty rodzinne — splatają się ze sobą tak, że książkę czyta się, a właściwie w moim przypadku - słucha się całkiem dobrze. 

👗 Zgrzyta mi jednak sztuczna egzaltacja bohaterek — sposób, w jaki przeżywają emocje, formułują myśli i dialogi, bywa nienaturalnie podkręcony. Zamiast wzmacniać przekaz, chwilami odbiera wiarygodność scenom, które same w sobie są ważne i potrzebne. A szkoda, bo tematy — samotność, odpowiedzialność za innych, życie w małej społeczności — bronią się bez emocjonalnego „nadmiaru”.

❓ Czy Wam też ten nienaturalnie wysoko emocjonalny sposób wypowiedzi przeszkadzał? Czy ta historia nie byłaby mocniejsza, gdyby emocje pozwolono bohaterkom przeżywać ciszej, bardziej po ludzku? Jak myślicie?

📘📗📙

#podnaszymniebem #sylwiakubik #audiobook #storytel #bookstagrampl
38/52. ⭐⭐⭐⭐⭐/5 🐾 „Psie story. Historia niezwykłej 38/52. ⭐⭐⭐⭐⭐/5

🐾 „Psie story. Historia niezwykłej przyjaźni człowieka z psem” Katarzyny Burdy to książka, która przede wszystkim uczy patrzenia na relację człowieka z psem, jak na proces historyczny i biologiczny — od momentu, gdy udomowiliśmy wilka, aż po dzisiejsze psy będące członkami rodziny. Autorka sięga po naukowe badania, prawdziwe historie i kulturowe przykłady, by pokazać, jak bardzo psy kształtowały losy ludzi i jak głęboko ich obecność wpisała się w nasze życie. 

👉 Znajdziesz tu opowieści o psach-bohaterach, o niezwykłej lojalności i empatii czworonogów, ale też refleksje nad tym, jak zmieniła się nasza rola — z „panów” na „opiekunów-rodziców”. 

🐶 Bardzo podobały mi się również opisy różnych eksperymentów mających na celu zrozumienie naszych czworonożnych przyjaciół. 

🐕 To książka nie tylko dla miłośników psów, ale dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego ten związek jest tak wyjątkowy i jak bardzo zbudowany jest na wspólnych doświadczeniach.

🐶💬 A Ty — jak myślisz, kto rozumie lepiej: my psy, czy psy nas? 🧐

📙📘📗

#psiestory #katarzynaburda #bookstagrampl #audiobook #dogs

A
37/52 ⭐⭐⭐⭐/5 "Ucieczka z Mielenz” Sylwii Kubik to 37/52 ⭐⭐⭐⭐/5

"Ucieczka z Mielenz” Sylwii Kubik to nie kolejna wojenna saga z tłem. To bardzo konkretna opowieść o życiu w czasie wojny i ucieczce ludności niemieckiego pochodzenia z Żuław zimą 1945 roku. To opowieść o strachu przed Armią Czerwoną, o decyzjach podejmowanych w pośpiechu i o cenie, jaką płacą ci, którzy całe życie wierzyli w pokój i unikali przemocy.

Historię poznajemy dzięki kilku bohaterom: nastoletniej Giseli, która rozpoczyna naukę w szkole średniej w niedalekim Malborku, Horsta, którego niewinny uczniowski żart doprowadził do powołania jego ojca do wojska i wreszcie Johna - angielskiego jeńca wojennego, pracującego na gospodarstwie u niemieckiego bauera, który zakochał się z wzajemnością w jego córce. 

Autorka nie idealizuje: są lęk, egoizm, chwile słabości, ale też cicha solidarność i odpowiedzialność za innych. Pokazuje wojnę bez patosu: zamarzające drogi, prowizoryczne sanie, głód, choroby i ciągłe pytanie „czy zostać, czy uciekać”.

Mielenz nie jest tu tylko miejscem na mapie, ale utraconym światem, który rozpada się na oczach czytelnika – domy, pola, wspólnota, język. I świadomość, że nawet jeśli ktoś ocaleje fizycznie, to nie wróci już taki sam.

Czy podczas wojny w ogóle da się pozostać wiernym swoim wartościom, czy przetrwanie zawsze wymaga ich naruszenia?

📗📙📘

#ucieczkazmielenz #sylwiakubik #żuławy #bookstagrampl #audiobook
36/52 ⭐⭐⭐⭐/52 📖 „Kto, jak nie ja” Katarzyny Kołc 36/52 ⭐⭐⭐⭐/52 

📖 „Kto, jak nie ja” Katarzyny Kołczewskiej to bardzo trudna historia. Rodzice 3-letniej Oli giną w wypadku, a jedyną osobą, która może się nią zająć jest jej ciotka Anna.

🩺 Kobieta jest lekarką z problemami: leki, alkohol, praca. I do tego nigdy nie chała mieć dzieci. Nie chce jednak, aby siostrzenica trafiła do domu dziecka. Postanawia zawalczyć o możliwość opieki nad dziewczynką.

😬 Jak się jednak okazuje, nie wszystko idzie łatwo. Annę często dopada zmęczenie byciem „dzielną”. Autorka pisze o odpowiedzialności, jaką bohaterka bierze na siebie – w pracy, w rodzinie – często kosztem własnych potrzeb. Jest tu sporo cichej frustracji, poczucia niesprawiedliwości i pytania: dlaczego zawsze ja?

⚡Bohaterka próbuje poskładać siebie na nowo, balansując między poczuciem obowiązku a pragnieniem zmiany. Autorka świetnie pokazuje momenty pęknięcia: drobne, codzienne, ale brzemienne w skutkach.

😱 „Czasem największym aktem odwagi jest przyznać, że już nie daję rady” – to zdanie długo za mną chodziło po lekturze.

❓ Jak myślicie, czy mówienie „dość” nadal jest postrzegane jako słabość, zwłaszcza u kobiet?

#ktojaknieja #katarzynakołczewska #bookstagrampl #booklover #audiobook przesłuchane trudnetematy
35/52 ⭐⭐⭐⭐/5 ⛰️ W sumie nie wiem skąd mi się to w 35/52 ⭐⭐⭐⭐/5

⛰️ W sumie nie wiem skąd mi się to wzięło, że sporo książek w tym roku dotyczyło wysokich gór, a jeszcze dziwniejsze jest to, że sięgnęłam po książkę, która opowiada o zupełnie nieznanym mi wcześniej człowieku. Uznajmy, że poszerzam horyzonty 🙃

🏅 „Kurczab, szpada, szpej i tajemnice. Niezwykłe życie Janusza Kurczaba” napisana przez Jerzego Porębskiego i Wojciecha Fuska to nie jest klasyczna biografia – to opowieść o człowieku-instytucji. Janusz Kurczab jawi się tu jako postać wielowymiarowa: taternik, himalaista, szermierz, działacz sportowy, a jednocześnie człowiek pełen sprzeczności i niedopowiedzeń. Autorzy nie tworzą pomnika, raczej próbują dotrzeć do prawdy, także tej niewygodnej.
Sporo tu kulis polskiego środowiska wspinaczkowego, konfliktów, ambicji i cen, jakie płaci się za sukces. 

🏔️ Fascynujące są fragmenty o wyprawach, ale równie mocno wybrzmiewa samotność i potrzeba kontroli, które Kurczab miał nosić w sobie.

❓ Podczas lektury nasuwsło mi się pytanie, czy da się podziwiać wielkie osiągnięcia, wiedząc, jaką cenę zapłacili za nie inni — i sam bohater?

📘📙📗

#kurczab #biografia #bookstagrampl #góry #taternik #alpinizm #audiobook #przesłuchane
34/52 ⭐⭐⭐/5 📖 Sięgając po „Mennonitkę i hrabię” S 34/52 ⭐⭐⭐/5

📖 Sięgając po „Mennonitkę i hrabię” Sylwii Kubik, liczyłam na kolejną powieść obyczajową: z tłem społecznym, historią Żuław, zderzeniem różnych światów. Przeczytałam już kilka powieści tej autorki i zwykłe byłam zachwycona poznawaną historią Żuław. Tymczasem dostałam romans – i to taki, który szybko wychodzi na pierwszy plan, spychając kwestie obyczajowo-społeczne na dalszy plan.

❄️ Historia mennonitki Gretchen i hrabiego Józefa Koczorowskieho ma potencjał: religijne zasady wspólnoty, wykluczenie, klasowe różnice, presję otoczenia. Ale zamiast pogłębiania tych tematów, fabuła koncentruje się głównie na emocjach między bohaterami i ich zakazanym uczuciu.
„Serce nie pyta o pozwolenie ani o konsekwencje” – to zdanie dobrze oddaje ton tej historii, ale dla mnie to zdecydowanie za mało. 

Czy tylko ja czuję niedosyt i żal za tym, czym ta książka mogła być, a nie do końca jest? Moje rozczarowanie na pewno wynika stąd, że już dawno nie czytam typowych romansów, a po tej powieści zdecydowanie się tego nie spodziewałam.

📙📗📘

#mennonitkaihrabia #sylwiakubik #bookstagrampl #audiobook #storytel #lubięczytać #żuławy #romans
33/52 ⭐⭐⭐⭐\5 „Matki i córki” Ałbeny Grabowskiej t 33/52 ⭐⭐⭐⭐\5

„Matki i córki” Ałbeny Grabowskiej to opowieść o czterech pokoleniach kobiet, które próbują zrozumieć siebie nawzajem, mimo że dzielą je czasy, tajemnice i niewypowiedziane słowa.
Matki próbują chronić swoje dzieci, córki próbują zrozumieć kim są, a gdzieś między nimi gubi się czułość i wzajemna bliskość.

Autorka nie moralizuje, tylko pokazuje, jak bardzo jesteśmy podobne do tych, od których próbujemy się odróżnić.

To jednocześnie niesamowita saga pokoleniowa, która wiedzie nas przez meandry historii, szczególnie tej wojennej, od Warszawy aż po Syberię. 

Po lekturze tej książki nasunęło mi się pytanie o to, czy da się naprawdę zrozumieć swoją matkę, zanim samemu nie stanie się matką (lub ojcem)? Jak myślicie?

📘📗📙

#matkiicórki #ałbenagrabowska #sagarodzinna #wydawnictwomarginesy
#audiobook #historierodzinne #bookstagrampl #powieść #czytambolubię #kochamksiążki
32/52 ⭐⭐⭐⭐/5 Znów zaległości, ale spuśćmy na to z 32/52 ⭐⭐⭐⭐/5

Znów zaległości, ale spuśćmy na to zasłonę milczenia. 

W "Trzeciej terapii" Danuty Chlupovej dotykamy wiele wątków: depresji, choroby osoby najbliższej, terapii, ukrytych historii rodzinnych, rodzin patchworkowych. 

Grzegorz spotyka zalęknioną Mathildę na campingu w Niemczech. Po kilku miesiącach młoda Niemka dzwoni, żeby pomógł jej poznać prawdę o swoim dziadku, esesmanie z Auschwitz. 

Dziewczyna musi stawić czoła swoim lękom. Jest po kontrowersyjnej terapii, w której jej terapeuta osaczył ją i zmanipulował jej uczucia. Teraz Mathilda próbuje się wyrwać z chorej relacji. Jednak poszukiwanie prawdy o sobie prowadzi ją do równie trudnych spraw związanych z jej dziadkiem.

To niezła powieść psychologiczna z wieloma skomplikowanym relacjami. To historia o pamięci, winie i złudzeniach, które potrafią być bardzo niebezpieczne.

Historia wojenna jest tu tylko dość odległy tłem, ale ma istotny wpływ na życie młodej kobiety i to kilkadziesiąt lat po wojnie. Czy zawsze jesteśmy gotowi poznać prawdę — nawet jeśli może nas ona bardzo zaskoczyć?

📘📗📙

#trzeciaterapia #danutachlupova
#novaeres #thriller #audiobook #auschwitz #depresja #bookstagrampl
31/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5 Trochę mam tu zaległości (prawie dw 31/52 ⭐⭐⭐⭐⭐/5

Trochę mam tu zaległości (prawie dwumiesięczne 🙈), więc czas je nadrobić. A na dodatek okazało się, że jeszcze po drodze ominęłam kilka pozycji. Ale do rzeczy. 

💉 "Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza" Adama Kay'a to humorystyczne, ale jednocześnie bardzo gorzkie wspomnienia autora z jego stażu. Opowiada o szpitalnym życiu lekarza z wszystkimi jego zaletami i wadami, choć w tym przypadku, tych drugich było jakby więcej...

❗Niekończące się dyżury, przy których mój 40-godzinny tydzień pracy jawi się jak wakacje. Pracujące weekendy i święta, wszechobecne płyny ustrojowe, niewydolna służba zdrowia (tym razem brytyjska), niskie zarobki stażystów, brak czasu dla rodziny i przyjaciół. I przede wszystkim odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów. 

🕛 Z tych powodów, nie jest to łatwy zawód i trudno żyć w ten sposób przez kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat. Nic dziwnego, że nie każdy jest w stanie wytrzymać taką presję.

🩹 Przy tym wszystkim, autor częstuje nas sporą liczbą zabawnych anegdotek, dzięki którym te wszystkie trudne i stresujące sytuacje wydają się nam, czytelnikom czy słuchaczom, możliwe do przetrwania. I to dzięki nim książka wydaje się lekka, choć niekoniecznie przyjemna. Czuje się po niej ciężar stresu i wyczerpania lekarzy stażystów, a opisy z udziałem ludzkich wydzielin są tylko dla tych o mocnych nerwach. 

🩺 Podsumowując: bardzo polecam, bo daje dużo o myślenia o tym zawodzie, zarówno tym, którzy chcieliby w przyszłości być lekarzami, jak i zwykłym pacjentom, którzy mogą choć na chwilę zajrzeć na tę drugą stronę.

📙📗📘
#będziebolało #adamkay #służbazdrowia #życielekarza #lekarz #stażysta #audiobook #bookstagrampl #przesłuchane #kochamczytać
Obserwuj na Instagramie

Tagi
Agata Przybyłek Albania atrakcje dla dzieci Bałkany blog blogowanie Bułgaria Chorwacja city break Czechy czytanie czytelnicza podróż po świecie dzieci Gdańsk Gdynia Gran Canaria Hiszpania inspiracje jednodniowa wycieczka krople Gdańska krople zachwytu książki latarnie morskie Lucinda Riley Maciej Siembieda Małgorzata Warda minimalizm motywacja plany podróże podróże zagraniczne polecane książki Polska recenzja spływ kajakowy Trójmiasto urlop W 12 historii dookoła świata wakacje Wyspy Kanaryjskie wyzwanie zdjęcia zima zoo zwiedzanie

Polub!
FacebookinstagrammailFacebookinstagrammail
Ostatnie wpisy
  • Turystyczne podsumowanie 2025 roku
  • „Becoming. Moja historia” – opowieść o sile, odwadze i poszukiwaniu siebie
  • Krzywy Las pod Szczecinem – tajemnica krzywych drzew
  • Dwór Artusa. Krople Gdańska cz. 11
  • Czytelnicze podsumowanie 2024 roku
Proudly powered by WordPress
Ta strona używa ciasteczek. Może być? Rozumiem Dowiedz się więcej...
Polityka Prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Non-necessary
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
SAVE & ACCEPT